Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pavlo Tolstoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pavlo Tolstoy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 maja 2017

The Turn of the Screw - 4.5.2017 Opera Nova

Photo: Opera na Zamku
To było dziwne, intrygujące. To. Performance operowo-teatralny może? Natalia Babińska jest reżyserką, którą bardzo cenię i tym razem przygotowała spektakl, w którym każdy ruch, każdy gest postaci na na scenie był ściśle związany z muzyką.

niedziela, 15 stycznia 2017

Cyganeria - 14.1.2017 Opera Bałtycka

 
 Photo: Krzysztof Mystkowski, Opera Bałtycka
Inscenizacja "Cyganerii" w  "Operze Bałtyckiej" jest tradycyjna.  To nie grzech. Dobrze jest obejrzeć przedstawienie, w którym słowa libretta odpowiadają temu co się widzi na scenie. Spektakl udany, choć zabrakło trochę do tego, aby efekt był porywający. Akcję przeniesiono do powojennej Francji, co tym bardziej tłumaczy biedę, z którą boryka się paczka zaprzyjaźnionych artystów zamieszkujących paryskie poddasze. Z wielką przyjemnością pragnę donieść, że wszyscy posiadają bardzo przystojne głosy i tak też wyglądają (!). Kumple z jednego rocznika uniwersytetu powiedziałabym. Czasami jakoś sztuczne wydają się wygłupy w pierwszym i ostatnim akcie, ale tutaj panowie wypadają naprawdę zabawnie,  naturalnie.  Młodzi śpiewacy, którym życzę, żeby jak najczęściej mogli być słyszani na naszych scenach: Szymon Mechliński - Marcello, Janusz Żak - Colline, Taras Kuzmych - Schaunard.  W niewielkiej partii Benoita świetny był Łukasz Jakubczak. 
Pavlo Tolstoy rolę Rodolafa może zaliczyć do swoich sukcesów.  Zaśpiewał ją bardzo dobrze, wszystko wokalnie było na miejscu. Jeszcze ciągle czekam, żeby nauczył się "rzucać publiczność na kolana" - to specjalny rodzaj komunikacji, wymiany energii między artystą a widownią. W trzecim akcie trudno mi było uwierzyć w desperację Rodolfa, że przez  niego Mimi może umrzeć, że nie jest jej w stanie zapewnić środków do życia - jak można rozpaczać z rękoma w kieszeniach?! Za mało było "chemii" między kochankami. No właśnie. Być może też nie do końca wina leży po stronie Rodolfa, że nie czuło się tak bardzo dramatu przekreślonej przez chorobę i śmierć miłości. Obdarzona prześlicznym głosem Julia Pruszak - Mimi wyglądała i zachowywała się jak pensjonarka, ani grama kokieterii. Absolutnie psychologicznie nierealne było dla mnie, żeby mogła odejść od Rodolfa i być utrzymanką wicehrabiego. Skromna, nieśmiała dziewczyna w podkolanówkach. 
Reżyserka w nietypowy sposób poprowadziła postać Musetty. Nie jest to osoba sympatyczna, a to chociażby dlatego, że Alcinor, którego Musetta rzuca, jest weteranem wojennym (dziwne, prawda?). Rodzi się pytanie: "Czemu ona mu to robi?".  Poza tym w tłumaczeniu wyświetlanym nad sceną czytamy, że o Mimi mówi "bidulka". Cytuję z pamięci: "Podarujmy tej bidulce prezent, może ostatni przed śmiercią"... Strasznie to brzmi.

Mimo tych pewnych słabości i słucha się i ogląda gdańską "Cyganerię" bardzo dobrze. 
"O soave fanciulla" Pavlo Tolstoya i Julii Pruszak to czysta poezja.

 Photo: Krzysztof Mystkowski, Opera Bałtycka
 Photo: Krzysztof Mystkowski, Opera Bałtycka
Kierownictwo muzyczne
Warcisław Kunc
Reżyseria
Karen Stone
Scenografia
Ulrich Schulz
Ruch sceniczny
Leah Allen
Światła
Piotr Miszkiewicz

RODOLFO Pavlo Tolstoy
MARCELLO Szymon Mechliński
SCHAUNARD Taras Kuzmych
COLLINE Janusz Żak
MIMI Julia Pruszak
MUSETTA Magdalena Stefaniak
BENOIT Łukasz Jakubczak
ALCINDOR Krzysztof Bobrzecki
PARPIGNIOL Maciej Gronek

wtorek, 1 listopada 2016

Cyrulik sewilski - 29.10.2016 - Opera Nova

 
Pyszna zabawa!
Produkcja wyreżyserowana przez Sławomira Żerdzickiego z piękną scenografią Jadwigi Jarosiewicz chyba się  nie zestarzeje. Dom Bartola to obrotowa fikuśna klatka bardzo dekoracyjna i funkcjonalna. Kostiumy i rekwizyty wspomagają charakterystykę postaci. Szczególnie podobały mi się rokokowe kreacje Rozyny i Almavivy. Finezyjnie i elegancko orkiestrę poprowadził Jerzy Wołosiuk. Nie było słabych punktów aktorskich i wszyscy, z jednym wyjątkiem, o którym później,  doskonale poradzili sobie z arcytrudnymi partiami, które kojarzą mi się z jazdą figurową na lodzie. Ta opera wymaga niesamowitej techniki, wyczucia stylu, nerwu scenicznego no i po prostu pięknych głosów. Przyznam szczerze, że tak jak podczas zawodów łyżwiarskich denerwuję się, że sportowiec upadnie na lód przy potrójnym lub poczwórnym skoku, tak też stresuję się jak śpiewacy poradzą sobie z ekwilibrystycznymi ariami Rossiniego.

W roli tytułowej wystąpił młody, utalentowany baryton Sławomir Kowalewski - aksamitna, głęboka barwa, poczucie humoru, widać, że dobrze czuje się w skórze Figara. Oby tak dalej, wróżę mu szybką karierę. Świetnie  pokazała się Victoria Vatutina jako Rosina. Trudno wymienić która z jej arii podobała mi się tego wieczoru najbardziej - we wszystkich dała popis belcantowego śpiewania. Bardzo stylowo wyglądała w stroju z epoki. Jako Don Bartolo Ryszard Smęda mało ma sobie równych. Niewymuszony komizm to prawdziwy dar - wszyscy wiemy, że rozśmieszyć ogromną widownię nie jest łatwo a to co robił i mówił wywoływało salwy śmiechu. Okazało się, że na tym spektaklu obchodził czterdziestolecie swojej pracy. Gratulacje!
Jacek Greszta - Don Basilio - jest w znakomitej formie. Po raz kolejny zaimponował swoim wykonaniem, podobnie jak Małgorzata Ratajczak, która wcieliła się w rolę Berty.

 Ryszard Smęda - Don Bartolo

Tak jak wspomniałam, ten ansambl doskonale radził sobie z muzycznymi piruetami, można było cieszyć się ich pięknymi głosami, jedynie hrabia Almaviva - Pavlo Tolstoy - zdawał się potrzebować cyrulika dla swoich strun. Partia Almavivy jest  typu: "Nie ma zmiłuj", nie da się ukryć żadnych niedoskonałości, same śpiewacze poczwórne axle i salchowy a ja od pewnego czasu słyszę, że coś niepokojącego dzieje się z tym głosem. Gdy śpiewa piano brzmi dobrze, natomiast w pozostałych przypadkach, zwłaszcza przy wysokich nutach, daje się słyszeć to, co Anglosasi określają jako "bleat". Mam nadzieję, że ten zdolny, sympatyczny śpiewak wróci do dobrej kondycji. Aktorsko bez zarzutu, ale serce się ściska, gdy się słyszy taki jakby pęknięty dzwonek.

Po powrocie do domu posłuchałam arii Ecco ridente in cielo chyba w 20 różnych wykonaniach i doszłam do wniosku, że mnie do wyjścia na balkon w środku nocy skłoniliby najbardziej Alfredo Kraus i Javier Camerana. Wiek amantów i ich uroda nie ma tu specjalnego znaczenia ;)


Bardzo byłabym ciekawa jakich Państwo macie ulubionych Almavivów.

kierownictwo muzyczne   Włodzimierz Szymański
reżyseria   Sławomir Żerdzicki
scenografia   Jadwiga Jarosiewicz
Ruch sceniczny   Vladimir Hlinski
Przygotowanie Chóru   Henryk Wierzchoń
Almaviva   Pavlo Tolstoy
Don Bartolo   Ryszard Smęda
Rosina   Victoria Vatutina
Figaro   Sławomir Kowalewski
Don Basilio   Jacek Greszta
Berta   Małgorzata Ratajczak
Fiorello   Szymon Rona
Ambroży   Stanisław Baron
Oficer   Edward Stasiński
dyryguje Jerzy Wołosiuk

środa, 18 listopada 2015

Król Roger - Opera Krakowska - 17.11.2015



Opera Krakowska jest kameralnym miejscem i taki też charakter ma nowa produkcja „Króla Rogera” Michała Znanieckiego.  Dużą zaletą takiej przestrzeni jest bliski kontakt widowni ze sceną – doskonale widać grę aktorską, która była  świetna.
Dla tych, którym nie udało się dotrzeć na spektakl, a niestety chyba nie będziemy mogli zobaczyć zapisu, najpierw trochę  o tym, co mogliśmy zobaczyć na scenie:


W pierwszym akcie obserwujemy rodzinę przy stole – żonę we współczesnej  sukience, męża  w garniturze czytającego gazetę, ich kilkuletniego synka. Piją herbatę podawaną przez służących i to jedynie może świadczyć o ich wyższym statusie społecznym, lecz insygnia królewskie są tu nieobecne. Roksana (Katarzyna Oleś – Blacha) próbuje nawiązać kontakt z Rogerem (Mariusz Kwiecień), jednak on  zatopiony w lekturze właściwie mało zwraca na nią uwagę. Ma natomiast bliski kontakt z dzieckiem, przytula je, coś mu opowiada.  Początkowo też  ignoruje skargi chóru – vox populi na  Pasterza - wichrzyciela (Pavlo Tolstoy), a nawet gdy ten zjawia się osobiście – w białej koszuli, modnych półbutach i czapce  - też jakby mało go to obchodzi. Ściany pokoju, w którym siedzi rodzina otoczone kamiennymi tablicami, na których świecą  teksty ze Świętych Ksiąg różnych religii. Pasterz, gdy zostaje przyprowadzony przez wrogi dla niego chór wcale nie wydaje się przestraszony ani zdeprymowany. Bada ściany,  pod jego dotknięciem teksty blakną, a w końcu nikną. Nieproszony zasiada przy stole, pije herbatę. Wyraźnie cieszy to Roxanę, która nareszcie ma towarzystwo. Arią „Mój Bóg jest piękny jako ja”  Pasterz opisuje siebie. W końcu udaje mu się przyciągnąć uwagę Rogera, który choć niezadowolony, zaczyna poddawać się jego wpływowi. Przyglądają się sobie intensywnie, zachodzi jakieś  magnetyczne oddziaływanie.  Niespodziewanie Roger całuje Pasterza w usta. Chór woła „Zgroza, zgroza!” -  jest też oburzony tym, że zamiast skazać Pasterza na śmierć, Roger zaprasza go wieczorem na sąd. Przerażona jest również obserwująca  wszystko  Roksana, która odpycha męża, gdy ten chyba sam zdumiony i zaskoczony tym, co zrobił, próbuje ją objąć. 
*
 
 
 Photo: Opera Krakowska
Drugi akt rozgrywa się w gabinecie Rogera. Na środku  stoją obite czerwoną skórą fotele i kanapa. Wokół na postumentach ustawiono popiersia mędrców. Roger niezwykle zdenerwowany czeka na Pasterza. Taka ogarnia go panika, że nie może znaleźć dla siebie miejsca, nawet komicznie chowa się za fotel, zza którego musi go wyciągać Edrisi, żeby jego szef się nie skompromitował. Słyszymy Roksanę śpiewającą „Uśnijcie krwawe sny króla Rogera” i obserwujemy jak jej mąż zmaga się z sobą, targają nim ogromne emocje. Jej samej nie widzimy, natomiast pojawia się jej tańcząca w krwiście czerwonej sukience kopia. Gdy zjawia się Pasterz ze zdumieniem możemy dostrzec, że jest ubrany identycznie jak Roger, a gdy zaczynają rozmawiać gość imituje gesty gospodarza, tak jakby chciał się nim stać,  żeby ten nie mógł go od siebie odróżnić. W końcu obejmuje Rogera, ściąga z palca i wyrzuca jego ślubną obrączkę.  W tle tańczą kobiety podobne do Roksany, staje się ich coraz więcej. Roger próbuje się bronić, nie chce słyszeć, ani widzieć tego, co się dzieje wokół. W końcu zrywa po kolei peruki tańczących kobiet i okazuje się, że to mężczyźni udający kobiety Przestrzeń pogrąża się w chaosie, Pasterz  rozbija posągi mędrców, wzywa wszystkich, aby za nim poszli. Roksana to czyni i razem z tłumem podąża gdzieś w ciemność. Na scenie pozostają Edrisi i  Roger, który mocno przyciska do piersi synka.  Ale i on, mimo tego, ze dziecko bardzo chce go zatrzymać odchodzi ze słowami: „Pielgrzymem stał się król”. Mały chłopiec zostaje sam i chowa się za fotel tak jak wcześniej jego ojciec.
 *

 Photo: Opera Krakowska
W ostatniej, post-apokaliptycznej części wszystko pokrywa sypiący się z góry piach.  Wyłaniają się z niego szczątki mebli, jakieś zwały materii. Na ogrodowych krzesłach siedzą starzy, chorzy Edrisi i Roger (chyba niewidomy). Dołącza do nich Roksana w hippisowskim stroju i jacyś mężczyźni, których trudno z daleka i w panującym półmroku odróżnić od Edrisiego i Rogera. Roger próbuje rozpoznać Pasterza - jego głos skądś do nas dochodzi,  ale on sam się ukrywa. Mocno wzburzony Roger zdziera maski mężczyznom, ale nie ma wśród nich poszukiwanego. Jeden z nich zadaje mu cios. Roger umiera.  Edrisi i Roksana okrywają jego ciało czarną płachtą. Potem scena rozświetla się nagle a zwrócony do nas twarzą Roger śpiewa ekstatyczny hymn.  Widzimy to, czego  Roger doświadcza po śmierci - w tle przesuwają się obrazy prawdopodobnie z jego  życia. Wśród nich  jest  pojawiająca się kilka razy twarz małego, uśmiechniętego chłopca. Słyszymy ostatnie zdanie – klamrę utworu: „Przejrzyste wyrwę serce, Słońcu w ofierze dam”.
Photo: Opera Krakowska
 *
Publiczność wybierająca się na „Króla Rogera” może spodziewać się czasami kontrowersyjnych pomysłów inscenizacyjnych. Ja miałam nadzieję, że może nawet jeśli produkcja będzie dla mnie szokująca, będę mogła cieszyć się muzyką Szymanowskiego w bardzo dobrym wykonaniu. Było lepiej niż się spodziewałam. Koncepcję inscenizacyjną uważam za udaną – logiczną, spójną, skłaniającą do refleksji. Warstwa muzyczna nie zawiodła! Bardzo podobało mi się subtelne prowadzenie orkiestry przez Łukasza Borowicza. Można było rozsmakować się barwą poszczególnych instrumentów.  Przyznam też, że zdarzało się, że zapominałam o muzyce, tak jak czasami dzieje się to podczas projekcji filmu, ponieważ pochłaniało mnie to, co działo się na scenie. Reżyser skupił naszą uwagę na zmaganiach Rogera z Pasterzem, który jest w istocie jego  alter ego – uosabia  część osobowości ulegającą kultowi przyjemności, pozwalającą sobie na łamanie zasad.  Mariusz Kwiecień i Pavlo Tolstoy stworzyli niezwykle ciekawe aktorsko postacie i byli dla siebie równorzędnymi partnerami. Myślę, że ten spektakl można byłoby nazwać „Król Roger – Pasterz”.  Wzrost, sylwetki, ubiór pomagały wrażeniu, że intruz „zawłaszcza” osobowość króla.  Roger to jakby druga skóra Mariusza Kwietnia i wokalnie i aktorsko po prostu nim jest, dlatego trudno nawet analizować poszczególne elementy tej roli. Zapamiętam z Krakowa na pewno wzruszające sceny z synkiem, pokazany znakomicie niepokój i wewnętrzne zmagania z  drugiego aktu i  mocne zakończenie – hymn Rogera.  Pasterz Pavlo Tolstoya był równie pełnokrwisty – pewny siebie, zuchwały wręcz – i tak też tenor śpiewał swoją partię: czystym, mocnym głosem, pewnie.  To niezwykle trudna partia, mało kto z nią sobie radzi.
Michał Znaniecki usunął Roksanę w cień, dlatego Katarzyna Oleś – Blacha nie miała możliwości stworzenia wielowymiarowej roli – była bardziej figurą żony. Barwa głosu, jego nasycenie sprawiły, że dałam się uwieść jej wykonaniu. Podobnie podobał mi się Edrisi  Adama Sobierajskiego – to także ważna partia i przekonująco zagrana i zaśpiewana.
Postać dziecka, o którym libretto nie wspomina, ale którego istnienie było przecież bardzo prawdopodobne dodaje emocji. Chyba nie jako pierwszy Michał Znaniecki wprowadził je do „Króla Rogera” - dla mnie było novum.
Dobre, mocne przedstawienie, daje nowe spojrzenie na utwór Szymanowskiego i Iwaszkiewicza.
Photo: Opera Krakowska
Reżyseria i kostiumy: Michał Znaniecki
Kierownictwo muzyczne: Łukasz Borowicz
Scenografia: Luigi Scoglio
Choreografia: Diana Theocharidis
Przygotowanie chóru: Zygmunt Magiera
Przygotowanie chóru dziecięcego: Marek Kluza
Reżyseria światła: Bogumił Palewicz

Obsada:
Roger | Mariusz Kwiecień,
Roksana | Katarzyna Oleś-Blacha,
Pasterz | Pavlo Tolstoy,
Edrisi | Adam Sobierajski
Arcykapłan | Przemysław Firek,
Diakonisa | Marta Abako,

czwartek, 15 stycznia 2015

Oniegin 11.1.2015 Teatr Wielki Opera Narodowa

Dyrygent: Andriy Yurkevych
Reżyseria: Mariusz Treliński
Scenografia: Boris Kudlička
Kostiumy: Joanna Klimas
Choreografia: Emil Wesołowski
Przygotowanie chóru: Bogdan Gola
Światła: Felice Ross

Obsada:
Łarina - Ewa Marciniec
Tatiana - Irina Mataeva
Olga - Karolina Sikora
Filippiewna, niania - Anna Lubańska
Eugeniusz Oniegin - Artur Ruciński
Leński - Pavlo Tolstoy
Książę Griemin - Aleksander Teliga
Rotmistrz - Czesław Gałka
Zariecki - Robert Dymowski
Triquet - Tomasz Piluchowski
O*** - Emil Wesołowski

Photos: Teatr Wielki Opera Narodowa
Cieszę się bardzo, że udało mi się  pojechać do Warszawy i zobaczyć tego "Oniegina" (premiera w 2002 roku), należącego do kategorii przedstawień:  "wszyscy już to chyba widzieli a ja jeszcze nie".  Choć jest wiele spektakli, które bardziej podobają mi się na DVD, niż na scenie, jednak w tym przypadku lepiej jest być fizycznie w przestrzeni opery i oglądać  światła, ruch sceniczny, ponieważ dopiero wtedy można docenić wszystkie walory wizualne i świetną pracę realizatorów. Zapadło mi w pamięć bardzo wiele obrazów, szczególnie z drugiego i trzeciego aktu - diabelski taniec gości na balu u Łarinych, niesamowita była cała kiczowata, "rokokowa" scena kupletów Triqueta z kwiatem-pozytywką oraz fruwającą baletnicą, sprzeczka Oniegina i Leńskiego na podeście wychodzącym wgłąb widowni, delikatnie  sypiący śnieg, gdy Leński żegna się ze światem, pojedynek w tej samej scenografii, antyparada/antypokaz mody na balu u księcia Gremina, ostania rozmowa Oniegina z Tatianą ...  Całość spektaklu ma w sobie coś z performansu, ze względu na zrytmizowany ruch sceniczny, zmultiplikowane, symboliczne postacie (np. wielu  znudzonych "onieginów" przyglądających się paradzie modeli - manekinów w pałacu Gremina). 
Choć pierwszy akt dzieje się latem,  potem następuje jesień i zima, to jeśliby  mierzyć temperaturę emocji na widowni i scenie, myślę, że była ona dokładnie odwrotna do pór roku. Rosła!
Irina Mataeva dała Tatianie dziewczęcą delikatność i choć jej ładny głos nie ma jakichś szczególnych właściwości,  a interpretacja  nie miała cech "epokowych", to jednak z Tatian widzianych przeze mnie do tej pory na scenie, jej była dla mnie najprawdziwsza, najbardziej naturalna. 
Fantastyczne były obie panie grające postaci starszego pokolenia:  bardzo dobra Ewa Marciniec - Łarina a rewelacyjna wręcz Anna Lubańska - niania.
Pavlo Tolstoya, ukraińskiego tenora występującego w Opera Nova,  widziałam i słyszałam naprawdę w wielu rolach - Leński to moim zdaniem jedna z jego najlepszych. Pięknie zaśpiewał "Ja lublju tiebia", dzierżąc zresztą surrealistyczny nieco żółty patefon w sielankowej scenerii pola żółtych słoneczników.  Piękna tak samo była  aria "Kuda, kuda" na prawie pustej scenie, z tańczącymi w blasku lamp płatkami śniegu. Głos brzmiał czysto, głęboko, męsko. Jego Leński był energiczny i młodzieńczo zadziorny. Olgi, Karoliny Sikory, jakoś nie zapamiętałam (podobnie, o dziwo, jak Gremina w wykonaniu Aleksandra Teligi)  ... Może nie jest to jednak "wina" śpiewaczki, a raczej wynika z tego, że w ogóle niewielka przecież rola Olgi, w tej inscenizacji wydaje się jakoś mało istotna. Należy niewątpliwie do "czarnych" postaci, na czele których stoi rzecz jasna Oniegin - Artur Ruciński - postać mefistofeliczna. Nie można tego Oniegina lubić, bo to ucieleśnienie perfidnego zła i próżności. Intrygant i kusiciel. Dopiero po śmierci Leńskiego nabiera cech ludzkich (dlaczego właściwie nie wiadomo), dręczą go wyrzuty sumienia, co jest nawet fizycznie pokazane w taki oto sposób:
To, że Artur Ruciński śpiewał Oniegina było dla mnie impulsem, żeby być na tym przedstawieniu. Chciałam go nareszcie posłuchać nie w nagraniach a na żywo. Bardzo mi się spodobał. Głos ma teraz ciemny,  "dębowy", włada nim doskonale. W trzecim akcie i ten głos i bohater, którego głosem kreował, nabrali ciepła, namiętności. 
Artur Ruciński bardzo dobrze czuje się na scenie, mam nadzieję, że jeszcze będzie się rozwijał. Och, żeby jeszcze tak można było gdzieś w Polsce zobaczyć go jako Enrico i Posę...! Przynajmniej tyle. I w  jakiejś roli komediowej! 
A! Należy także powiedzieć, że dyrygent Andriy Yurkevych  odebrał zasłużone gorące brawa za mistrzowskie poprowadzenie orkiestry TWON.

Niewiele oper jest w naszej Operze (?) Narodowej w tym sezonie, dobrze więc, że choć ten "Oniegin znowu stanął na mojej drodze".
(ТАТЬЯНА: "Опять Онегин cтал на пути моем, как призрак беспощадный! )



 

niedziela, 19 października 2014

Moralitet o skutkach złego wychowania - Rigoletto w Operze Nova w Bydgoszczy


  Leszek Skrla - Rigoletto
Reżyseria: Natalia Babińska, kierownictwo muzyczne: Maciej Figas, scenografia: Diana Marszałek, kostiumy: Martyna Kander, choreografia: Jakub Lewandowski, przygotowanie chóru: Henryk Wierzchoń, reżyseria Świateł: Maciej Igielski

Rigoletto:  Leszek Skrla
Gilda:   Krystyna Nowak
Książę   Pavlo Tolstoy
Maddalena:   Dorota Sobczak
Sparafucile   Łukasz Goliński
Monterone:   Jacek Greszta
Borsa:   Szymon Rona
Marullo   Adam Zaremba
Hrabia Ceprano:   Janusz Stolarski
Giovanna   Anna Malus
Hrabina Ceprano:   Lidia Golińska
Paź:   Anna Baran:
Herold:   Jonasz Dunajski

"Rigoletto" Natalii Babińskiej budził duże oczekiwania ze względu na dotychczasowe sukcesy przedstawień tej młodej, utalentowanej reżyserki. Premiera nie przyniosła zawodu - jest to kolejny niezwykle spójny, przemyślany w każdym detalu spektakl. Niesamowity wizualnie. Moim zdaniem to, co stworzył zespół z Dianą Marszałek na czele, to coś więcej niż scenografia  -  instalacje z niektórych scen mogłyby być pokazywane poza operą, chociaż oczywiście tutaj przede wszystkim jest ich miejsce i tu działają na wyobraźnię najlepiej. Mnie bardzo podobała się "żywa ściana", która podsłuchiwała wyznania Rigoletta w Pari siamo. Postaci ze sfery Księcia przypominały surrealistyczne zwierzo - człeko - upiory, jakby wyjęte z grafik Beksińskiego albo Starowieyskiego, zanurzone w niepokojącej, symbolicznej, różowej przestrzeni.
Niezwykła, oryginalna - chyba właśnie te słowa - klucze najlepiej określają tę produkcję.




Wspaniałą kreację stworzył Leszek Skrla w tytułowej roli tragicznego błazna. Przepiękny, poruszający głos, od początku do końca wiarygodna postać. Najlepszy Rigoletto, jakiego widziałam na scenie. To przedstawienie mówi o konsekwencjach złego wychowywania młodego pokolenia. Błazen ma przecież wpływ nie tylko na swoje własne dziecko. Oprócz Gildy, chronionej przez niego troskliwie przed zepsuciem świata,  jest także młody Książę, o którego morale nie dba wcale, a wręcz popycha go do rozwiązłości. Podobnie krzywdzi bez serca innych - córkę hrabiego Monterone bez skrupułów przeznacza na zabawkę dla władcy, wyszydza jej ojca, instrumentalnie traktuje małżeństwo Ceprano. Zbrodnią Rigoletta jest jego egoizm a karę wymierza sobie właściwie sam, gdyż Książę jest "produktem" jego pedagogiki. Oczywiście to postać, której można głęboko współczuć dzięki doskonałej interpretacji Leszka Skrli.

Anielsko zaśpiewała Gildę Krystyna Nowak. Tak sobie zawsze wyobrażałam córkę Rigoletta - uosobienie delikatności, niewinności i wdzięku. Brzmiała ta dziewczyna wczoraj nieziemsko. Już od jakiegoś czasu czekałam, kiedy zostanie jej powierzona jakaś duża partia. Myślę, że Bydgoszcz ma prawdziwą perełkę. Serce się roztapiało, kiedy śpiewała "Caro nome"; duety z Leszkiem Skrlą - Parla ... siam soli, Si, vendetta, Mia figlia wywoływały gęsią skórkę. 
 
Jedyny kłopot mam z Pavlo Tolstoyem, który wokalnie był bardzo dobry, jednak trudno mi było w nim zobaczyć Księcia dokonującego raz za razem miłosnych podbojówZabrakło mi u niego oznak próżności, także w śpiewanych ariach odrobiny "popisu". Gdyby ostatnie wysokie nuty w "La donna e mobile" mógł śpiewać ciut dłużej ...!

Błyszczeli za to w swoich rolach Łukasz Goliński jako "uczciwy" płatny morderca Sparafucile i jego seksowna siostra Maddalena - Dorota Sobczak. Równie udanie w Monterone wcielił się Jacek Greszta.

Możliwość posłuchania chóru męskiego Opera Nova to także wielki atut tego przedstawienia, podobnie jak orkiestry pod dyrekcją Macieja Figasa (mała uwaga - sekcja instrumentów dętych moim zdaniem brzmiała momentami trochę za głośno!).

Na premierze widziało się wiele znanych osób ze świata polityki, biznesu, mediów - na ogół oni także mają swoje "dwory". Ciekawe czy wezmą sobie do serca przestrogi płynące z  "Rigoletta" ... Choć oni akurat mogą sobie pewnie pomyśleć, że Książęta unikają konsekwencji swoich czynów, a odpowiedzialność spada na wynajętych Błaznów ...
 
 


niedziela, 5 października 2014

Czarodziejski flet - 3.10.2014 Opera Nova


 Photo: Opera Nova
Pamina:   Victoria Vatutina, Tamino: Pavlo Tolstoy, Sarastro:   Damian Konieczek, Królowa Nocy: Joanna Moskowicz, Papageno: Przemysław Rezner, Papagena:Magdalena Polkowska, Monostatos: Wojciech Dyngosz, I Dama   Katarzyna Nowak-Stańczyk, II Dama: Aleksandra Pliszka, III Dama: Małgorzata Ratajczak, Przemawiający: Łukasz Goliński, Zbrojny: Paweł Krasulak, Zbrojny II: Andrzej Nowakowski, dyrygent : Maciej Figas

Była niespodzianka.
Widziałam już to przedstawienie wcześniej (jesienią 2012 roku: http://operaonsofa.blogspot.com/2013/10/czarodziejski-flet-1310-2012-opera-nova.html),  w bardzo podobnej obsadzie, a w pamięci pozostała mi przede wszystkim Królowa Nocy - Joanna Moskowicz i Papageno - Przemysław Rezner. Także tym razem byli znakomici. Myślę, że Joanna Moskowicz nawet bardziej dojrzała, pewna siebie w tej roli - piękna i zła.  O zittre nicht, mein lieber Sohn i Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen wykonała fantastycznie. Przemysław Rezner kipiał radością życia i dobrym humorem - bardzo dobry z niego aktor i śpiewak. 
Zaskoczeniem był Damian Konieczek jako Sarastro - miałam go okazję usłyszec pierwszy raz. Imponujący bas z równie imponującym wyglądem. Gdy wchodził na scenę emanował majestatem, bił od niego blask. To, że Sarastro jest atrakcyjny fizycznie przydawało nowych znaczeń operze - Król Dnia ściera się z Królową Nocy. Szkoda, że nie można znaleźc zdjęc z tego przedstawienia, bo warto byłoby te dwie postacie pokazac razem.

Trochę mniejsze wrażenie wywarli Victoria Vatutina jako Pamina (mam wrażenie, że lekko przeziębiona) i Pavlo Tolstoy - świetnie śpiewający, ale śmiertelnie serio Tamino.

Znowu trzeba mocno pochwalic cały zespół, a przede wszystkim - Trzy Damy, Trzech Chłopców, uroczą Papagenę i rzecz jasna dyrygenta Macieja Figasa, który z wyrafinowaną elegancją poprowadził orkiestrę Opera Nova.

Wśród publiczności było dużo młodzieży, która sądzę, ze była w operze pierwszy raz - byli nadzwyczaj grzeczni, cisi - mam nadzieję, że przedstawienie im się spodobało i wrócą.

(W drugim akcie publicznośc generalnie nabrała więcej śmiałości, odważniej oklaskiwała wykonawców.  Niektóre panie próbowały w przerwie i po spektaklu naśladowac koloratury Joanny Moskowicz - dobry znak!).
  Photo: Opera Nova
 Photo: Opera Nova

Damian Konieczek - trzeba zwrócic na niego uwagę!

poniedziałek, 17 lutego 2014

Uwaga gwiazda! - Agnieszka Piass jako Madama Butterfly

 Agnieszka Piass, Madama Butterly 
Photo: Marek Chełminiak

Kierownictwo muzyczne: Maciej Figas

Reżyseria: Marianne Berglof

Scenogafia: Andrey von Schlippe

Kostiumy: Christine Haller

Reżyseria świateł; Bogumił Palewicz

Przygotowanie chóru: Henryk Wierzchoń

Tym razem krótko o wspaniałym spektaklu, choć to dla niego bardzo z mojej strony niesprawiedliwie. A krótko dlatego właśnie, że był taki dobry i nie analizowałam a przeżywałam to, co się działo na scenie.
Przede wszystkim zaś należy powiedzieć  o dwojgu artystach:
Agnieszka Piass była rewelacyjna jako Butterfly. Scaliła się z tą postacią, żyła nią i fantastycznie śpiewała.
Pavlo Tolstoy zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie jako Pinkerton - widziałam go i słyszałam na scenie kilka razy (Rodolfo, Don Ottavio) - ten wieczór pokazał, że potrafi grać i że to naprawdę świetny tenor.

Brawa za scenografię, kostiumy i światło. Dla dyrygenta, Macieja Figasa, jak zawsze też.

Łzy kapały po policzkach, czyli stało się dokładnie tak jak zaplanował ten emocjonalny manipulant Puccini :)

Pavlo Tolstoy jako Pinkerton
Photo: Marek Chełminiak

 Gwiazda !
Agnieszka Piass,