niedziela, 2 października 2016

Gala z okazji 60. rocznicy powstania Opery Nova

 
Papagena i Papageno na gali

Gala składała się z kilkunastu mini spektakli, przypominających najbardziej znaczące przedstawienia Opery Nova. Artyści występowali w kostiumach, ze scenografią w tle. Wersja koncertowa, której się spodziewałam, byłaby na pewno mniej ciekawa. Program świetnie skonstruowany i wielkie brawa należą się reżyserowi tego wydarzenia. Publiczność nie wiedziała, czego będzie słuchać i co oglądać, ale nie żałuję tej niepewności z jaką kupowałam bilet. Brak okolicznościowych przemówień był wielkim plusem. Dyrektor Figas mówił chyba trzy minuty. Telewizji nie widziałam żadnych i piratów fonograficznych takoż nie (a szkoda!). Pokusę, wyznam, miałam sama, żeby coś nagrać choćby na komórce, bo chętnie posłuchałabym jeszcze raz wielu wykonań.
W sumie zobaczyliśmy fragmenty z prawie 20 dzieł operowych i baletowych.  Oto moja subiektywna lista najlepszych momentów wieczoru w kolejności wykonania, jaką zapamiętałam:

1. Tadeusz Szlenkier w arii z kurantem ze "Strasznego dworu" - doskonały Stefan!  Bogaty w kolory głos pięknie wypełniał przestrzeń, przekonująca i szczera interpretacja.


2. Mazur siarczysty ze "Strasznego dworu" - Piotr Wajrak wykrzesał temperaturę muzyczną,  tancerze z werwą  zatańczyli.

3. "Va pensiero" z Nabucco Verdiego - po raz kolejny miałam dreszcze na plecach, gdy słuchałam tego utworu. Chór przygotowany przez Henryka Wierzchonia.

4. "E lucevan le stelle" dramatycznie, świetnie, zaśpiewane.
(Tylko czy Tadeusz Szlenkier nie za szybko zaczyna być Cavarandossim?! Mam nadzieję, że póki co tylko na koncertach.)


5. Duet Papagena i Papageny w smacznej  wersji Sławomira Kowalewskiego i Małgorzaty Greli.


6. Łukasz Goliński jako Tonio we fragmencie "Pajaców".
Miód na serce i balsam dla uszu, kiedy się słucha tego barytona.

7. Scena baletowa z "Giocondy" - na balecie nie znam się w ogóle i najczęściej po kilku minutach mam ochotę "przewinąć" akcję do przodu, powiem więc po prostu, że choreografia była ciekawa i fajnie tańczyli.

8. Jacek Greszta i chór Opery Nova we fragmencie z "Mefistofelesa" - chapeu bas


9. Aria "Mesicku na nebi hlubokem" - jest z tą Rusałką Małgorzata Polkowska zrośnięta, jakby to była jej druga tożsamość. Ślicznie, wzruszająco.

10. Duet kwiatów z "Lakme" Katarzyny Stańczak - Nowak i Doroty Sobczak (!) Piękna harmonia głosów. Perełka. Brawo dla obu pań, ale ostatnio jestem zakochana w Dorocie Sobczak :)


11. Alleluja z Mesjasza Haendla - chór Opery Nova. Super.


Droga Opero Nova, cieszę się, że jesteś blisko.
Myślę, że pracują tu ludzie, którzy kochają to co robią, łącznie z obsługą kas i widowni.
Trwaj! Życzę Ci wielu setek lat pięknego rozwoju.


Reportaż o gali w TVP Bydgoszcz


środa, 21 września 2016

Carmen - 20.09.2016 - Opera Nova

Wtorek, kwintesencja codzienności a my z przyjaciółką pojechałyśmy na "Carmen".
Przedstawienie wyreżyserowane przez Bodo Igesza jest nieuwspółcześnine, z hiszpańskimi strojami, ładną choreografią, ale jego głównym atutem wczoraj była Dorota Sobczak w roli głównej. Sama przyjemność słuchania i oglądania: po prostu Carmen - Święto w Środku Tygodnia.

 Dorota Sobczak


Nie chiałabym tylko opowiadać o pięknym  głosie, stylistycznie wysmakowanym wykonaniu - wolałabym załączyć jakiś krótki filmik, albo nagranie. Trzeba jednak uwierzyć na słowo, że jest naprawdę bardzo dobra, bo jak to często bywa, nie mam czym zilustrować tego, co piszę - nie mogę znaleźć żadnego zdjęcia z wtorkową obsadą, żadnej strony Dorota Sobczak nie ma, ani profilu, ani jednego porządnego nagrania w sieci... Żeby pozachwycać się, trzeba stawić się osobiście do Bydgoszczy.

Photo: Opera Nova

środa, 24 sierpnia 2016

Czekam na "Fausta"

Myślę, że nie jestem chyba ani specjalnie konserwatywnym, ani też  liberalnym odbiorcą spektakli. Może mi się spodobać inscenizacja Schenka, ale i Trelińskiego albo Czerniakowa. Niech by "Faust" był klasyczny, niech by był postmodernistyczy, byle nie pozostawiał obojętnym. Na takie przedstawienie czekam. Te, które do tej pory widziałam nie były zupełnym rozczarowaniem, ale oczarowaniem także nie.
"Faust" w Operze Wiedeńskiej - maj 2014
 
Obsada bardzo dobra: Yoncheva, Beczała, Schrott, Eröd w głównych rolach. Zaśpiewane doskonale, ale kto był na miejscu albo oglądał transmisje z Wiednia wie jak ubogie inscenizacyjnie i statyczne mogą być tam przedstawienia. Ładny i wzruszający był początek, czyli scena kiedy Faust podsumowuje swoje życie. Tutaj pusta, mroczna scena z fotelem starego doktora podkreślała jego opuszczenie. Potem skrajnie uboga scenografia mnie zaskoczyła. Jedno smutne, sztuczne drzewko na środku sceny. Stroje Fausta i Małgorzaty przypominały z daleka za dużą piżamę w przypadku jego i koszulę nocną w przypadku jej i to nie tylko w scenach w domu Małgorzaty. Nie wydaje mi się, żeby dobrze czuli się w kostiumach i scenografii. Erwin Schrott za to jako Mefistofeles w skórzanym płaszczu z czerwonym wachlarzem kradł show. 

Plusem było to, że miałam bardzo dobre miejsce - świetna akustyka i widoczność w demokratycznej cenie (Loge 12, Reihe 2, Platz 4, gdyby ktoś się wybierał), tak więc można było po prostu zanurzyć się w muzyce i pozwolić wyobraźni uzupełnić to,  czego brakowało na scenie.

Zresztą patrząc z dłuższej perspektywy było to dla mnie bardzo pouczające doświadczenie, ponieważ sporo się działo interesujących rzeczy po spektaklu i były one jakby jego przedłużeniem. Poszliśmy ze znajomymi po autografy. Może jakiś socjolog albo kulturoznawca opisze kiedyś mechanizmy pozascenicznych zachowań śpiewaków i ich fanów, "dworów" jakie się tworzą,  dwustronnego zabiegania o względy, systemu "audiencji", roli żon w zarządzaniu osobami sławnych mężów itd. Bardzo ciekawe, choć cień Mefistofela (tego prawdziwego), co skłóca a nie łączy, był tam mocno obecny. Niewesoło.
 


"Faust" w Salzburgu - sierpień 2016 (transmisja)

Salzburską inscenizację "Fausta" przygotowali Reinhard i Birgit von der Thannen. Zdawałoby się przeciwieństwo wiedeńskiego przedstawienia. Awangardowo, groteskowo, symbolicznie, mnóstwo rekwizytów, bohaterowie nieustannie zmieniali stroje, które nawiązywały do kostiumów cyrkowych.  Moje szare komórki cały czas pracowały starając się dociec sensu oglądanych obrazów. W pewnym momencie stwierdziłam, że już potrzebuję odpocząć, poszłam zrobić herbatę i słuchałam z daleka. Tak było lepiej. Nic (rien) co by mi coś mądrego o świecie i człowieku powiedziało, ale i nie było to przedstawienie skandaliczne, wulgarne. Zabawa formami plastycznymi i ruchem. Summa summarum efekt podobny do wiedeńskiego. Obejrzałam raz, ale słuchać można z przyjemnością wielokrotnie.

Faustem podobnie jak we Wiedniu był Piotr Beczała i pewnie studenci klas wokalnych w akademiach muzycznych będą analizować to wykonanie i uczyć się na nim. Elegancko, subtelnie, z pewnymi górami, a to szczególnie ważne w cavatinie "Salute! demeure chaste et pure, gdzie tak trudno o naturalne, pięknie brzmiące wysokie C. We Wiedniu wydawał się trochę zmęczony, tutaj widać było wysoką formę. 
Ubrano tego Fausta na początku w coś, co wyglądało jak dziecięce śpiochy, z łysą głową wyglądał śmiesznie. Mechaniczne kruki siedzące wokół jego fotela były świetne - dobry gadżet! Potem Faust przeżywał nieustanne metamorfozy, w każdej wizerunkiem zbliżając się do Mefistofelesa (Ildar Abdrazakov)Wreszcie w ostatniej scenie wtopił się w tłum jego pomocników - clownów/pajacyków i zniknął. 

Mefistofeles u von der Thannena to nie byt metafizyczny lecz personifikacja ciemnej strony charakteru tytułowego bohatera. Iladr Abdrazakov stworzył scenicznie ciekawą postać, głos to może pozbawiony demonicznych głębi, ale wykonanie bogate w niuanse. 

Maria Agresta przekonała mnie bardzo jako Małgorzata, choć jej sopran jest ciemniejszy od wszystkich dotąd słyszanych przeze mnie w tej roli. Prawdziwa i ma naturalny wdzięk.Wszystkie sceny z Małgorzatą, wszystkie w ogóle sceny, gdzie pokazane zostały jakieś ludzkie, uczucia, relacje między bohaterami były dla mnie najciekawsze. Nie było ich jednak zbyt wiele, a i tak wyczyściłabym je z plączących się po nich niepotrzebnie moim zdaniem pajacyków.

Rien - Nic. Taki neon pojawia się na początku i na końcu przedstawienia. Małgorzata nie jest zbawiona, bo w tym przedstawieniu nie ma Nieba ani Piekła. Reżyser pokazuje, że jest obłąkana, dlatego nie podąża za Faustem. Nie ma metafizyki, nie ma też końcowego katarsis, które jest wpisane w muzykę. Szkoda, bo zamiast "Fausta" mamy teatr absurdu w stylu "Wariata i zakonnicy" Witkacego z muzyką Gounoda.

Czekam na współczesnego "Fausta", który poruszy rozum, serce, wyobraźnię.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Gaetano Donizetti Messa da Requiem - Warszawa 19.8.2016

Vaclav Luks, soliści, Collegium 1704, Collegium Vocale
fot. Darek Golik
Chociaż do Warszawy wybraliśmy się w piątek głównie na koncert z udziałem Jana Lisieckiego w Filharmonii Narodowej,  jednak największym przeżyciem muzycznym nie tylko tego wieczoru, ale ostatnich kilku miesięcy, okazało Requiem Gaetano Donizettiego w Bazylice Świętego Krzyża.  Utwór napisał kompozytor poruszony śmiercią kolegi - Vinzenzo Belliniego. Z pasją wykonali to nieukończone, ale naprawdę wspaniałe dzieło, artyści orkiestry instrumentów dawnych Collegium 1704, chór Collegium Vocale  oraz czescy i polscy śpiewacy pod dyrekcją Vaclava Luksa. Miłośnicy opery mogli cieszyć się pięknie napisanymi partiami na głosy solowe, szczególnie męskie - mieliśmy możliwość słuchania w nich świetnych, choć mało znanych wykonawców: tenora Jaroslava Brezinę, basy Jana Martinika, Jiriego Brucklera. Towarzyszyły im głosy żeńskie najwyższej klasy - Natalia Rubiś i  Agnieszka Rehlis. 
Utwór został zarejestrowany, ukaże się na DVD. Gorąco polecam!
  
 
fot.Wojciech Grzędziński
fot. Darek Golik
 fot. Darek Golik

Chopin i jego Europa
Gaetano Donizetti
Messa da Requiem
Bazylika Świętego Krzyża
Przed sercem Chopina 

Wykonawcy:
NATALIA RUBIŚ SOPRAN
AGNIESZKA REHLIS ALT
JAROSLAV BŘEZINA TENOR
JAN MARTINÍK BAS
JIRI BRÜCKLER BAS
VÁCLAV LUKS DYRYGENT

wtorek, 12 lipca 2016

Koncert Mariusza Kwietnia i Simony Šaturovej -9.7.2016 NFM Wrocław


 

Miły początek lata. W zeszłym roku wakacje zaczęły się "Czarodziejską górą" na Malcie w Poznaniu, a w tym koncertem Mariusza Kwietnia i Simony Šaturovej. Pragram Mariusz Kwiecień ułożył na lipcowy wieczór  - Rossini, Mozart, Bellini i Donizetti - szampan i truskawki. Dużo zabawy i przyjemności dla nas, choć dla śpiewaków - oboje w bardzo dobrej formie - wymagający.

Punktem kulminacyjnym koncertu stała się dla mnie zaśpiewana fenomenalnie przez Mariusza Kwietnia aria Ah! Per sempre io ti perdei z opery "I Puritani". Simona Šaturova jest uroczą,  o wysokiej kulturze wokalnej śpiewaczką, która, jak mi się wydaje, szczególnie dobrze czuje się w repertuarze mozartowskim, dlatego w jej wykonaniu najbardziej urzekła mnie aria Deh vieni, non tardar z "Le Nozze di Figaro".

Podobały mi się bardzo duety - wszystkie.  Fantastycznie zaśpiewane i zagrane. Słychać było (i widać), że Mariusz Kwiecień i Simona Šaturová nie spotkali się na scenie pierwszy raz, rozumieją się i lubią ze sobą występować. Gdybym miała powiedzieć, który duet wzbudził mój największy entuzjazm, byłby to E il dottor non si vede  z "Don Pasquale". No i zaśpiewana na bis rozmowa Zerliny i Don Giovanniego Là ci darem la mano! Pyszne!

PS. Gabriela i Tom - dziękuję za wrocławski wieczór: )

 Photo: Gabriela Harvey
Photo: Gabriela Harvey

Wykonawcy:
José Maria Florêncio – dyrygent
Simona Houda-Šaturová– sopran
Mariusz Kwiecień – baryton
Zespół Instrumentalistów NFM
 

Program:
G. Rossini Uwertura do opery Sroka złodziejka, fragmenty z opery Cyrulik sewilski: Largo al factotum – aria, Una voce poco fa – aria, La tempesta, Dunque io son – duet
W.A. Mozart Uwertura do opery Uprowadzenie z seraju, fragmenty z opery Wesele Figara: Deh vieni, non tardar – aria, Hai gia vinta la causa… Vedro mentr’io sospiro – recytatyw i aria
***
V. Bellini Uwertura do opery Norma, Ah! Per sempre io ti perdei – aria z opery I Puritani
G. Donizetti – fragmenty z opery Łucja z Lammermooru: Regnava nel silenzio – aria, Preludio, Appressati, Lucia, Il pallor funesto, orrendo, Se tradirmi tu potrai – duety
G. Donizetti – fragmenty z opery Don Pasquale: Uwertura, E il dottor non si vede – duet

Bisy
Mariusz  Kwiecień: Champagne aria from Don Giovanni.
 Duet Là ci darem la mano, Zerlina i Don Giovanni 

piątek, 1 lipca 2016

Werter - 27.6.2016 - transmisja z ROH

 
 Photo: ROH
Jestem z tych, którzy lubiane filmy, opery mogą oglądać w kółko. Tak jest z "Werterem" w inscenizacji Banoit Jacquota i Charlesa Edwardsa - mam DVD z Jonasem Kaufmannem i Sophie Koch (jakżeby inaczej!). Nie tylko ze względu na oskarową rolę Kaufmanna lubię tego "Wertera", ale także podoba mi się oszczędna i elegancka scenografia, piękna reżyseria świateł i kostiumy. W poniedziałek nadarzyła się okazja, żeby obejrzeć tę realizację chyba sto pierwszy raz.  Mam też sentyment do transmisji z ROH, dlatego że najbardziej wciągają mnie ich wprowadzenia i wywiady z twórcami i śpiewakami.
Ta produkcja jest tak znana, że zastanawiałam się czy pisać cokolwiek, ale nie było to tuzinkowe wykonanie, dlatego parę słów o nim powiem.
Przede wszystkim jakość wykonania muzyki Masseneta przez orkiestrę pod dyrekcją Antonio Pappano była doskonała. Kiedyś zdarzyło mi się lecieć z Brukseli do Nowego Jorku ogromnym Boeingiem. Kiedy startowaliśmy i włączyły się silniki czuło się co to za moc drzemie w  maszynie i jaki geniusz techniczny unosi nas w przestrzeń. Podobne wrażenie lotu muzycznym transatlantykiem miałam w poniedziałek w Multikinie. Trzeba także pochwalić kino za bardzo dobry dźwięk.
Pierwszy i drugi akt "Wertera" bywa nieco nudnawy, ale nie tym razem dzięki dobrej obsadzie ról Bailli, Johanna, Schmidta. Udał się Davidowi Bizicowi Albert - miły, szczery, ciepły chłopak, który naprawdę kocha Charlottę. Chyba wszystkim ścisnęło się serce, gdy w drugim akcie zabrała swoją dłoń z jego dłoni ... Ślicznie zaśpiewała swoją partię Heather Engebredson - Sophie.
Trzeci i czwarty akt to już same emocje. W głównych rolach mieliśmy dwoje sławnych debiutantów  (wcześniej zdaje się wykonywali "Wertera" w wersjach koncertowych) - Joyce DiDonato i Vittorio Grigolo. Sądzę, że nie przejdą do historii jako idealni odtwórcy nieszczęśliwie zakochanego młodego poety i jego wybranki, ale były to interesujące interpretacje. Jak wypadli powiedzieć mogą reakcje kinowej publiczności. Kilka rzędów poniżej siedziała rodzina -  troje nastolatków z rodzicami. Trochę przeszkadzali, bo komentowali między sobą to co się działo na ekranie. Zwróciłam jednak uwagę, że cichli zupełnie, gdy śpiewała Joyce DiDonato, natomiast Vittorio Grigolo ich rozśmieszał. Dzieci są niezwykle wymagającymi słuchaczami. Joyce DiDonato przykuwała uwagę pięknem głosu, perfekcyjną techniką, świetnym aktorstwem, zwłaszcza w scenie czytania listów od Wertera. Klasa i mistrzostwo. Grigolo mojego rozbawienia nie wzbudzał, mam dla niego sporo sympatii. Za barwą głosu co prawda nie przepadam, ale uważam, że śpiewa dobrze (no może dosyć dobrze). Ma ekstrawertyczny temperament, którego udziela granym przez siebie postaciom i wielu osobom bardzo się podoba, co szanuję. Do tej samej kategorii hiperekspresywnych śpiewaków zaliczyłabym również M. Fabiano i R. Villazona. W moim odczuciu Grigolo wyszedł z tego przedstawienia z tarczą - chłopięcy, niecierpliwy, emocjonalny, "południowy" Werter. W tej chłopięcości leżał pewien problem - widoczna była różnica wieku między Charlottą a Werterem, co dawało szczególny aspekt ich relacji. Miałam wrażenie, że samotny chłopak szuka matczynej opieki. Sądzę, że partnerem Joyce DiDonato powinien być ktoś starszy i z drugiej strony bardziej dziewczęca Charlotta byłaby odpowiedniejsza dla włoskiego tenora.

P.S. Dla przypomnienia inni wykonawcy Wertera w paryskiej inscenizacji.
Poznajecie, drodzy Państwo?:)
 
 
Director:Benoît Jacquot
Set and lighting designer:Charles Edwards
Costume designer:Christian Gasc
Conductor:Antonio Pappano
Werther:Vittorio Grigòlo
Charlotte:Joyce DiDonato
Albert:David Bizic
Sophie:Heather Engebretson
The Bailli:Jonathan Summers
Johann:Yuriy Yurchuk
Schmidt:François Piolino
Brühlmann:Rick Zwart
Käthchen:Emily Edmonds
Concert master:Vasko Vassilev
Orchestra
Orchestra of the Royal Opera House

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Tristan i Izolda - 12.06.2016 - Teatr Wielki Opera Narodowa


Muzyka mnie pochłonęła. Utonęłam na kilka godzin. Cieszę się, że udało mi się być na "Tristanie i Izoldzie", bo nareszcie miałam okazję posłuchać Wagnera na żywo. Nagrania z reguły mnie nużyły. Znajomi podsyłali je, żebym się przekonała, ale jakoś "nie iskrzyło"... 


Inscenizacja Mariusza Trelińskiego jest, tak to widzę,  jego dalszym  mierzeniem się z problematyką światła i ciemności. Podobała mi się, choć momentami czułam się przytłoczona. Miałam wrażenie, że jestem na dalszej części "Jolanty", "Zamku Sinobrodego" - ta sama stylistyka dramaturgiczna i scenograficzna, podobna "metoda" analizy psychiki bohaterów - tym razem w centrum zainteresowania Trelińskiego jest mężczyzna - Tristan - schodzi do jego dzieciństwa, by pokazać korzenie zachowań w dorosłym życiu, samotność, tęsknotę za tym, by być kochanym. Czerń dominowała na scenie. Reżyser umieścił akcję na brytyjskim statku wojennym, poszczególne sceny rozgrywają się na jego różnych poziomach w mrocznych zakamarkach. Myślę, że w II akcie, kiedy główni bohaterowie przeżywają  chwile szczęścia, miłosnego zjednoczenia brakuje jednak jakiegoś otwarcia przestrzeni.


Melenie Diener - złotowłosa, o pięknym głosie - stworzyła mocną, namiętną postać Izoldy.  Równie dobre wrażenie wywarła Michaela Selinger w roli Brangeny. Jay Hunter Morris jest, moim zdaniem, tenorem lirycznym, który roli Tristana nie powinien śpiewać, bo jest dla niego za ciężka! Cóż, zaakceptowałam jednak takiego bardzo ludzkiego, "nienadzwyczajnego" Tristana.  Wzruszyły mnie sceny z Gorwenalem (Tómas Tómasson) w III akcie. Pewnie nie bez znaczenia było to, że siedziałam na balkonie, tuż przy scenie i widziałam bardzo dobrze śpiewaków, ich najdrobniejsze gesty, mimikę. Z panów spodobał mi się bardzo Król Marek - Reinhard Hagen i w niewielkiej roli Pasterza młody tenor Zbigniew Malak.


Izolda była kosmiczna, Tristan ziemski. Nieziemska muzyka w wykonaniu orkiestry TWON pod batutą węgierskiego dyrygenta Stefana Soltesza.




Reżyseria - Mariusz Treliński
Scenografia - Boris Kudlicka
Kostiumy - Marek Adamski
Reżyseria światła - Marc Heinz
Projekcje multimedialne - Bartek Macias

Obsada
Tristan - Jay Hunter Morris
Izolda - Melanie Diener
Gorwenal -Tómas Tómasson
Brangena -Michaela Selinger
Król Marek -Reinhard Hagen
Melot - Mateusz Zajdel
Pasterz/Młody marynarz - Zbigniew Malak
Sternik - Mikołaj Trąbka