czwartek, 5 lutego 2015

Guest on Sofa: Gabriela Harvey "La Boheme" 2015 MET



 
All photos: Gabriela Harvey
The January 2015 woes at the Metropolitan included a problem with the changing of the set after Act I in Puccini’s La Bohème on January 15th, a postponed premiere of Tchaikovsky's Iolanta and Bartok's Bluebeard's Castle, canceled because of an impending nor'easter on January 26th, and an on stage protest of Putin's policies in Ukraine and the annexation of Crimea. The latter, while the entire company was taking its well deserved bows after Iolanta’s premiere on the 29th.  


To be honest I wasn’t going to see “La Bohème” this time around. Unlike many, I am not a fan of Zeffirelli’s production. I find it visually too dark and irritating when Musetta’s quirky behavior (kissing a stranger) interferes with the Mimi and Rodolfo anguish (Act II). Also too crowded at the café, where the principals are often lost in the crowd. Thank goodness for Musetta and her red dress!

But how could I not go and hear Ms. Opolais live and then there was Mariusz Kwiecien (I was invited backstage on the 19th…Thank you Berta!) ! The loss would have been mine…

I first went on the 15th, again on the 19th, and then there was the radio broadcast on the 24th.
 
 
Among the soloists, without a doubt the Polish baritone Mariusz Kwiecien was the star of all three performances! Jealous,tempestuous, virile, and crazy in love when he quarrels fiercely with Musetta in acts one and two. He swaggers, threatens, and brawls. Given all that, he shows his wistful side in the third act in his duet with Rodolfo “O Mimì tu più non torni”. Vocally he was “on top of his game.”  As Marcello, he wasn’t just good, he was phenomenal! Glad to hear he is not about to give up the role. (I look forward to hearing him again on March 7th, in a concert version of Karol Szymanowski’s ‘King Roger” with The Boston Symphony Orchestra, where Ms. Opolaise’s husband Andris Nelsons  is the Music Director.)


Kristine Opolais returned as Mimi in “La Bohème.” This after her April 2014 performance, when Opolais made history at the Metropolitan Opera, making two role debuts within 18 hours. She gave a scheduled performance in “Madama Butterfly,” only to step in for a matinee performance of “La Bohème” the next day. The other wrinkle…. the performance was the HD cinema broadcast heard around the world. Opolais impressed listeners the world over, her performance earning critical acclaim.


On the first night, some of her singing was quivering and colorless, coming through as lifeless, spiritless. Then again, as Ms. Opolais explained hers is a Mimi, who knows she is dying. She reminded me of a ghost.  I think her tendency to go sharp that evening was no doubt an effort to compete with the orchestra conductor's lack of consideration, forcing the singers to “ride” the orchestra (something I might add Mr. Borras successfully, ignored). She was wonderful in the last act, her interpretation wrenching and the chemistry between the two obvious. All laced with sadness!




Starring as her lover Rodolfo was the French tenor Jean-François Borras. Borras has a lovely voice but lacked top notes, particularly in the first act of the January 15th, performance. He recovered nicely as the night wore on. His duet with Marcello in Act III, "O Mimi, tu piu non torni,” was one of the evening’s highlights.  He grew stronger with each performance.



Latvian soprano Marina Rebeka soared as Musetta! Ms. Rebeka controlled the (too crowded) setting of the Café Momus , really shining in the familiar  “Musetta’s Waltz” ("Quando men vo" ).
Her querulous relationship with Marcello showcased outside the inn in Place d'Enfer (“Strega” he calls her…), where Mimi comes (staggering down a staircase) looking for Rodolfo, amused us throughout! We are happy to see them “make peace” at the end, knowing theirs will always be a tempestuous relationship.




Alessio Arduini (Schaunard) and David Soar (Colline) gave more than credible vocal performances often competing with the conductor's drowning some of their lines; they were charming during their antics both in their studio-attic and at the Cafe Momus.

These comments apply largely to the performance of January 15th. The long unintended intermission and the additional intermission time impacted much of the mood of the evening, and no doubt the singers performance. It was a long evening. Things were much better the second time around. Mariusz Kwiecien continued to “wow”, as did Ms. Rebeka.  Mr. Borras and Ms. Opolais were good together, making us weep every time…of the three performances I think the broadcast was the best. You be the judge….


The Metropolitan Opera’s production of “La Bohème”
January 2015
Cast
ConductorRiccardo Frizza
MusettaMarina Rebeka
MarcelloMariusz Kwiecien
SchaunardAlessio Arduini
CollineDavid Soar
Benoit/AlcindoroJohn Del Carlo
Production Team
ProductionFranco Zeffirelli
Set DesignerFranco Zeffirelli
Costume DesignerPeter J. Hall
Lighting DesignerGil Wechsler




Tchaikovsky's Iolanta and Bartok's Bluebeard's Castle soon…..





Gość na Sofie: Gabriela Harvey o "Cyganerii" z Mariuszem Kwietniem w MET

 Wszystkie zdjęcia : Gabriela Harvey
W styczniu 2015 na Metropolitan Opera spadały po kolei liczne ,,nieszczęścia” - problem ze zmianą dekoracji po  I akcie „Cyganerii” Pucciniego w dniu 15 stycznia,  przełożona premiera „Jolanty” Czajkowskiego  i „Zamku Sinobrodego” Bartóka  z powodu zbliżającej się śnieżycy 26 stycznia,  protest na scenie przeciwko polityce Putina na Ukrainie i aneksji Krymu. Ten ostatni, gdy artyści otrzymywali zasłużone brawa po premierze  „Jolanty”  29 stycznia 2015.

Szczerze mówiąc tym razem nie planowałam iść na "Cyganerię". W przeciwieństwie do wielu osób, nie jestem fanką tej produkcji Zeffirellego. Uważam, że wizualnie jest zbyt ciemna. Irytuje mnie
też ,,dziwaczne' zachowanie Musetty całującej nieznajomego – kłóci się  z udręką Mimi i Rodolfa  (Akt II). Również zbyt tłoczno jest w kawiarni, gdzie często  soliści gubią się w tłumie. Bogu dzięki za Musettę i jej czerwoną sukienkę!(akt I)

Ale jak tu nie pójść i nie usłyszeć na żywo Kristine Opolais  i Mariusza Kwietnia? (Byłam zaproszona za kulisy 19.1 - dzięki, Berto!)  
To była by dla mnie ogromna strata...
Tak więc po raz pierwszy poszłam 15-tego, potem znowu 19-tego, a wreszcie słuchałam w domu popołudniowe przedstawienie transmitowane przez radio, 24 stycznia 2015.

Wśród solistów, bez wątpienia, polski baryton Mariusz Kwiecień był gwiazdą wszystkich trzech występów! Zazdrosny, porywczy, męski i szalony z miłości, gdy kłóci się zaciekle z Musettą w pierwszym i drugim akcie. Puszy się, wymądrza, grozi, jest skory do bójki. A przy tym wszystkim pokazuje swoją liryczną naturę w trzecim akcie, w  duecie z Rodolfo "O Mimi tu più non torni". Wokalnie Mariusz Kwiecień był w szczytowej formie. Jako Marcello byl nie tylko bardzo dobry, a wręcz po prostu fenomenalny! Cieszmy się, że nie zamierza rezygnować z tej roli w przyszłości. (Mam nadzieję usłyszeć go ponownie 7 marca, w wersji koncertowej "Króla Rogera" Karola Szymanowskiego z The Boston Symphony Orchestra, której  dyrektorem muzycznym jest mąż Kristine Opolaise,  Andris Nelsons).
Kristine Opolais powróciła jako Mimi w "Cyganerii". Po występie w kwietniu 2014  przeszła do historii w Metropolitan Opera, debiutując w dwóch rolach w ciągu 18 godzin. Dała zaplanowany występ w "Madame Butterfly" a następnego dnia śpiewała w "Cyganerii". No i dodatkowe wyzwanie dla niej ....występ był nadawany w HD do kin na całym świecie. Słuchacze byli pod wrażeniem Opolais, jej występ zdobył uznanie krytyków.
W pierwszą noc w niektórych momentach jej śpiew był niepewny, pozbawiony koloru, jakby martwy i bez życia. Potem Opolais wyjaśniła, że jej Mimi,  wie, że umiera. Przypominała mi ducha. Myślę, że jej skłonność do ostrych  brzmień tego wieczoru była wynikiem próby zmierzeniem się z brakiem wrażliwości dyrygenta,  który zmuszał śpiewaków do czegoś w rodzaju „rajdu” z orkiestrą (co,  dodam, z powodzeniem ignorował Borras). Była wspaniała w ostatnim akcie, jej interpretacja wstrząsająca a chemia między dwojgiem kochanków oczywista. Wszystko tonęło w ogromnym smutku!
W roli  ukochanego Mimi - Rodolfa – wystąpił  francuski tenor Jean-François Borras
Ma piękny głos, ale brakowało mu wysokich nut, szczególnie w pierwszym akcie 15 stycznia. Doszedł do siebie ładnie pod koniec wieczoru. Jego duet z Marcello w Akcie III "O Mimi, tu piu non torni" był jedną z najważniejszych chwil tego przedstawienia. Stawał się coraz lepszy i mocniejszy  z  każdym występem.

Łotewska sopranistka Marina Rebeka zachwyciła mnie jako w Musetta! Rebeka kontrolowała zbyt tłoczoną scenę w Café Momus, błyszczała w znanym walcu "Quando men vo". Jej  swarliwy związek z Marcello  prezentował się w całej krasie  pod karczmą na Place d'Enfer (Marcello nazywa ją „strega"!) – bawili  nas mocno oboje. Cieszymy się, gdy widzimy, że „zawierają pokój” na końcu, wiedząc jednocześnie, że ich relacja zawsze będzie burzliwa.
Alessio Arduini (Schaunard) i David Soar (Colline) dali więcej niż wiarygodny wokalnie występ, często konkurując z dyrygentem,  który próbował „zatopić” ich  niektóre kwestie; byli uroczy podczas wybryków, zarówno w ich studio na poddaszu, jak i  w Cafe Momus.



Te uwagi odnoszą się głównie do przedstawienia 15 stycznia. Długa, niezaplanowana  przerwa wywarła wpływ na nastrój tego wieczoru  i bez wątpienia  podziałała na występ śpiewaków. To był długi wieczór. Dużo lepiej było za drugim razem.  Mariusz Kwiecień znowu wywoływał efekt „wow”, tak jak i Marina Rebeka.  Opolais i Borras byli świetni razem i  sprawiali, że  płakaliśmy nieodmiennie ... podczas trzech występów Myślę, że sobotnia popołudniowa transmisja była najlepsza. Mogliście to Państwo ocenić sami  ....



Obsada
ReżyserRiccardo Frizza
MusettaMarina Rebeka
MarcelloMariusz Kwiecien
SchaunardAlessio Arduini
CollineDavid Soar
Benoit/AlcindoroJohn Del Carlo
Production Team
ProductionFranco Zeffirelli
Set DesignerFranco Zeffirelli
Costume DesignerPeter J. Hall
Lighting DesignerGil Wechsler


O “Jolancie” Czajkowskiego i “Zamku Sinobrodgo” napiszę wkrótce ...

 ***


 

środa, 21 stycznia 2015

Gilda

"Rigoletto" 18.1.2013.
Cudna Gilda ... przepięknie śpiewała Krystyna Nowak. Głos srebrzysty, dźwięczny, wypełniał przestrzeń; ona w księżycowej sukience uosobienie niewinności i dobroci...

Photo: Opera Nova/I.Sanger

czwartek, 15 stycznia 2015

Oniegin 11.1.2015 Teatr Wielki Opera Narodowa

Dyrygent: Andriy Yurkevych
Reżyseria: Mariusz Treliński
Scenografia: Boris Kudlička
Kostiumy: Joanna Klimas
Choreografia: Emil Wesołowski
Przygotowanie chóru: Bogdan Gola
Światła: Felice Ross

Obsada:
Łarina - Ewa Marciniec
Tatiana - Irina Mataeva
Olga - Karolina Sikora
Filippiewna, niania - Anna Lubańska
Eugeniusz Oniegin - Artur Ruciński
Leński - Pavlo Tolstoy
Książę Griemin - Aleksander Teliga
Rotmistrz - Czesław Gałka
Zariecki - Robert Dymowski
Triquet - Tomasz Piluchowski
O*** - Emil Wesołowski

Photos: Teatr Wielki Opera Narodowa
Cieszę się bardzo, że udało mi się  pojechać do Warszawy i zobaczyć tego "Oniegina" (premiera w 2002 roku), należącego do kategorii przedstawień:  "wszyscy już to chyba widzieli a ja jeszcze nie".  Choć jest wiele spektakli, które bardziej podobają mi się na DVD, niż na scenie, jednak w tym przypadku lepiej jest być fizycznie w przestrzeni opery i oglądać  światła, ruch sceniczny, ponieważ dopiero wtedy można docenić wszystkie walory wizualne i świetną pracę realizatorów. Zapadło mi w pamięć bardzo wiele obrazów, szczególnie z drugiego i trzeciego aktu - diabelski taniec gości na balu u Łarinych, niesamowita była cała kiczowata, "rokokowa" scena kupletów Triqueta z kwiatem-pozytywką oraz fruwającą baletnicą, sprzeczka Oniegina i Leńskiego na podeście wychodzącym wgłąb widowni, delikatnie  sypiący śnieg, gdy Leński żegna się ze światem, pojedynek w tej samej scenografii, antyparada/antypokaz mody na balu u księcia Gremina, ostania rozmowa Oniegina z Tatianą ...  Całość spektaklu ma w sobie coś z performansu, ze względu na zrytmizowany ruch sceniczny, zmultiplikowane, symboliczne postacie (np. wielu  znudzonych "onieginów" przyglądających się paradzie modeli - manekinów w pałacu Gremina). 
Choć pierwszy akt dzieje się latem,  potem następuje jesień i zima, to jeśliby  mierzyć temperaturę emocji na widowni i scenie, myślę, że była ona dokładnie odwrotna do pór roku. Rosła!
Irina Mataeva dała Tatianie dziewczęcą delikatność i choć jej ładny głos nie ma jakichś szczególnych właściwości,  a interpretacja  nie miała cech "epokowych", to jednak z Tatian widzianych przeze mnie do tej pory na scenie, jej była dla mnie najprawdziwsza, najbardziej naturalna. 
Fantastyczne były obie panie grające postaci starszego pokolenia:  bardzo dobra Ewa Marciniec - Łarina a rewelacyjna wręcz Anna Lubańska - niania.
Pavlo Tolstoya, ukraińskiego tenora występującego w Opera Nova,  widziałam i słyszałam naprawdę w wielu rolach - Leński to moim zdaniem jedna z jego najlepszych. Pięknie zaśpiewał "Ja lublju tiebia", dzierżąc zresztą surrealistyczny nieco żółty patefon w sielankowej scenerii pola żółtych słoneczników.  Piękna tak samo była  aria "Kuda, kuda" na prawie pustej scenie, z tańczącymi w blasku lamp płatkami śniegu. Głos brzmiał czysto, głęboko, męsko. Jego Leński był energiczny i młodzieńczo zadziorny. Olgi, Karoliny Sikory, jakoś nie zapamiętałam (podobnie, o dziwo, jak Gremina w wykonaniu Aleksandra Teligi)  ... Może nie jest to jednak "wina" śpiewaczki, a raczej wynika z tego, że w ogóle niewielka przecież rola Olgi, w tej inscenizacji wydaje się jakoś mało istotna. Należy niewątpliwie do "czarnych" postaci, na czele których stoi rzecz jasna Oniegin - Artur Ruciński - postać mefistofeliczna. Nie można tego Oniegina lubić, bo to ucieleśnienie perfidnego zła i próżności. Intrygant i kusiciel. Dopiero po śmierci Leńskiego nabiera cech ludzkich (dlaczego właściwie nie wiadomo), dręczą go wyrzuty sumienia, co jest nawet fizycznie pokazane w taki oto sposób:
To, że Artur Ruciński śpiewał Oniegina było dla mnie impulsem, żeby być na tym przedstawieniu. Chciałam go nareszcie posłuchać nie w nagraniach a na żywo. Bardzo mi się spodobał. Głos ma teraz ciemny,  "dębowy", włada nim doskonale. W trzecim akcie i ten głos i bohater, którego głosem kreował, nabrali ciepła, namiętności. 
Artur Ruciński bardzo dobrze czuje się na scenie, mam nadzieję, że jeszcze będzie się rozwijał. Och, żeby jeszcze tak można było gdzieś w Polsce zobaczyć go jako Enrico i Posę...! Przynajmniej tyle. I w  jakiejś roli komediowej! 
A! Należy także powiedzieć, że dyrygent Andriy Yurkevych  odebrał zasłużone gorące brawa za mistrzowskie poprowadzenie orkiestry TWON.

Niewiele oper jest w naszej Operze (?) Narodowej w tym sezonie, dobrze więc, że choć ten "Oniegin znowu stanął na mojej drodze".
(ТАТЬЯНА: "Опять Онегин cтал на пути моем, как призрак беспощадный! )



 

wtorek, 13 stycznia 2015

Gość na Sofie: Gabriela Harvey - Wesoła Wdówka w Metropolitan Opera

Hanna i Danilo
Photo: Ken Howard/The Metropolitan Opera
Wychowywałam się w miejscach, w których lokalne (prowincjonalne)  opery były  zdominowane przez repertuar operetkowy. Królowali tam Lehar, Offenbach, Strauss... Moje oczy wciąż robią się wilgotne, kiedy słucham  Dein Ist Mein Ganzes Herz z Land des Lächeln Franza Lehára – był to ulubiony utwór mojej matki Niemki.
Wydaje mi się, że mamy do czynienia z odrodzeniem tego gatunku, a przynajmniej próbuje się  wskrzesić operetkę.  Świadczy o tym ukazanie się  dwóch nowych konkurencyjnych nagrań Piotra Beczały i Jonasa Kaufmanna. Obaj twierdzą, że mają wielki szacunek dla gatunku, który na pewno nie jest łatwy do wykonania, chociaż  często bywa określany jako "lekki". Operetka jest zapewne dosyć rzadko wykonywana w tych dniach, ponieważ ukazuje przestarzałe obyczaje społeczne, niezbyt  dobrze odbierane przez współczesną publiczność.

"Die lustige Witwe” / „Wesoła wdówka" Franza Lehara  w Metropolitan Opera House (oglądałam przedstwienie 09/01/15) to  nowa produkcja w reżyserii i choreografii Susan Stroman (sławy  Broadwayu) ze scenografią Juliana Croucha, kostiumami Williama Ivey Longa i oświetleniem Paula Constabla. Angielskie libretto opracował Jeremy Sams (och, jaka szkoda, że nie zachowano  oryginalnej wersji niemieckiej!). Orkiestrą dyrygował  Andrew Davis a w obsadzie byli: Renée Fleming (Hanna), Nathan Galwari Gunn (Danilo), Kelli  O'Hara (Valencienne), Alek Shrader (Camille), Sir Thomas Allen (Baron Zeta), Carson Elrod (Njegus).
Główną bohaterką jest  atrakcyjna wdowa z bałkańskiego państwa Montenegro ... (ups ...Pontevedro!) obecnie mieszkająca w Paryżu, której mąż zostawił fortunę. Jej kraj jest bliski bankructwa. Urzędnicy  ambasady Pontevedro w Paryżu chcieliby, aby Hanna poślubiła jednego z  obywateli tego kraju, a tym samym uratowała swoją ojczyznę. Liczą na hrabiego Danilo jako najbardziej oczywistego konkurenta.

Jest  wpisane  w poetykę  operetki, że  często na przemian wykonywane są części śpiewane i mówione, a więc konieczne jest aby  śpiew i głosy mówione były  dostosowane do siebie. Wydawało mi się, że zwłaszcza w pierwszym akcie,  nie udało się podołać temu wyzwaniu i śpiewacy nie dość swobodnie  brzmieli, czy to śpiewając, czy mówiąc. Mimo, że stosowali mikrofony (używane tylko w częściach mówionych), wiele dźwięku umykało. Metropolitan Opera House jest po prostu za duża.

Renée Fleming wyglądała bardzo odpowiednio w roli  i była w dobrej formie wokalnej przez cały wieczór. "Viljo, o Viljo," czuła, pełna zadumy pieśń o miłości, którą Hanna śpiewa na przyjęciu w ogrodzie, przypomniała mi “Rusałkę” ...  Wyglądała wspaniałe w strojach z Belle Époque. Jej reakcje na błazeństwa  Gunna były dość wiarygodne ... i zauroczenie  łobuzem w akcie II, kiedy Hanna i Danilo tańczą walca i nucą powtarzający się  motyw "Wesołej Wdówki", było naprawdę romantyczne.

Baryton Thomas Allen wyróżniał się jako baron Mirko Zeta, poseł Pontevedrin w Paryżu, nie mający pojęcia o fascynacji żony Valencienne  Camillem.
Kiedy mówimy o Valencienne .... mocno  dyskutowana i oczekiwana gwiazda Broadwayu Kelly O'Hara stanęła na wysokości zadania  śpiewając na scenie bez wzmocnienia. Ona i tenor Alek Shrader, jako Camille, dodali wiele energii i “pieprzu” temu wieczorowi. Carlson Elrod jako Njegus, "człowiek na posyłki", asystent Danilo wniósł natomiast wiele  komizmu.
Nie jestem wielkim fanem Broadwayu, ale trzeba przyznać, że  muzyczne numery, zarówno hałaśliwy, sugestywny kankan w Maximie, jak i folklorystyczne tańce bałkańskie na przyjęciu Hanny, były mistrzowsko wyreżyserowane i wykonane. Susan Stroman zabłysła tutaj niewątpliwie.
Tak więc biorąc pod uwagę wyzwania związane z produkcją, dałabym  każdemu wykonawcy A za wysiłek;  B-  za pierwszy akt, B+  łącznie za  drugi i trzeci; w sumie zaś mocne B za cały wieczór.
***
Valencienne and Camille 
Photo: Ken Howard/The Metropolitan Opera
I grew up in places where the regional (provincial) Opera Houses were dominated by the operetta. Lehar, Offenbach, Strauss were kings… My eyes still mist when I listen to Franz Lehar’s - Das Land des Lächelns - Dein Ist Mein Ganzes Herz – my German mother’s favorite.
It seems to me that there is a revival of this genre, or at least attempts to resurrect the operetta. Witness the two new competing recordings of Piotr Beczala and Jonas Kaufmann.
Both say they have a great deal of respect for the genre, which is definitely not easy to perform, even though it is often referred to as “light.”  The operetta is infrequently performed these days because its outdated social customs are not well received by modern audiences.
Franz Lehár’s “Die Lustige Witwe/The Merry Widow,” at the Metropolitan Opera House (I saw the 1/9/15 performance) is  a new production directed and choreographed by Susan Stroman (of Broadway fame) with sets by Julian Crouch, costumes by William Ivey Long and lighting by Paul Constable. English version by Jeremy Sams. (oh how I wish they stuck with the original German) Conducted by Andrew Davis with Renée Fleming (Hanna Galwari), Nathan Gunn (Danilo), Broadway’s Kelli O'Hara (Valencienne), Alek Shrader (Camille), Sir Thomas Allen (Baron Zeta), Carson Elrod (Njegus).
The story, is that of an attractive widow from a Balkan land, Montenegro…(oops….Pontevedro) now living in Paris, whose husband left her a fortune. Her country is nearing bankruptcy. The Pontevedrin officials at the embassy in Paris scheme to have Hanna marry one of her fellow citizens, thus save her country. They draft Count Danilo as the most obvious suitor.
As is custom with an operetta the singers are frequently alternating between sung numbers and spoken text, and therefore the challenge is that the singing and speaking voices must be attuned to each other. It seemed to me that in the first act especially, they failed the challenge and the singers never quite sounded fully at ease, whether singing or speaking. Even though they wore microphones (used only during the speaking parts) much of the sound didn’t travel. The Metropolitan Opera House is simply too big.
Ms. Fleming looked the part and was in good voice all evening. Her “Vilja, o Vilja,” the tender, wistful love song that Hanna sings at the garden party reminded me of Rusalka…..She looked fabulous in the costumes reminiscent of the Belle Époque. Her counter to Mr. Gunn’s antics was quite believable…..and given her attraction to the scoundrel in Act II, when Hanna and Danilo dance and hum to the recurring “Merry Widow” waltz, it was truly romantic.
The baritone Thomas Allen was notable as Baron Mirko Zeta, the Pontevedrin envoy in Paris, clueless about his wife Valencienne’s infatuation with Camille.
Speaking of Valencienne …. The much talked about and anticipated Broadway star Ms. Kelly O’Hara stood up to the challenge of singing without amplification. She and the tenor Alek Shrader, as Camille provided much of the spice of the evening.
Carlson Elrod as Njegus, the “go to” Danilo assistant provided much of the comic relief.
I am not a big fan of Broadway but have to admit that the musical dance “numbers,” both the raucous, suggestive cancan at Maxim’s and the folkloric Balkan dances at Hanna’s party, were masterfully choreographed and executed . Ms. Stroman’s direction, the other much anticipated collaboration, shines here.
So given the challenges of the production, let’s give everyone an A for effort and a B- for the first act, B+ for the combined second and third, thus a solid B for the evening.
***