wtorek, 6 grudnia 2011

Don Giovanni - 4.12.2011 - Teatr Wielki Opera Narodowa Warszawa

Fantastyczne przedstawienie. Nowoczesne, przemyślane w każdym detalu, bardzo plastyczne.
Doskonale zaśpiewane.
Warto było jechać do Warszawy. Nawet mandat za parkowanie (w pięknym, spokojnym, lecz, jak się okazało, niedozwolonym miejscu) nie martwi tak bardzo... Co tam! ... dodatkowe wrażenia...




Wykonawcy:
Don Giovanni - Mariusz Kwiecień
Komandor - Remigiusz Łukomski
Donna Anna - Joanna Woś
Don Ottavio - Pavlo Tolstoy
Donna Elvira - Anna Bernacka
Leporello - Krzysztof Szumański
Masetto - Dariusz Machej
Zerlina - Micaëla Oeste

Dyrygent: Friedrich Haider, Reżyseria:Mariusz Treliński, Dekoracje: Boris Kudlicka, Kostiumy: Arkadius, Choreografia: Emil Wesołowski, Reżyseria świateł: Felice Ross

Klucz do interpretacji swojej postaci daje w wywiadzie dla Polskiego Radia Mariusz Kwiecień: "W operze widzimy schyłek życia Don Giovanniego. On już niewiele może… Z jego siły i energii zostało nie tak wiele. Każda próba podboju kończy się fiaskiem. Zmęczony i znudzony życiem, szukając ekscytacji oddaje się w ramiona śmierci " -  mówi Kwiecień.
To znużenie pokazuje się  jednak  dopiero w drugim akcie. W pierwszej części widzimy Don Giovanniego - uwodziciela, który ma w sobie coś z pana ptasiego podwórka -  koguta, indora,  pawia. Zabawnie jest to podkreślone przez sposób chodzenia i kostium. Jego kolorem jest wyrazisty amarant. Podboje Don Giovanniego są oczywiste także i przez to, że u kobiet, które zdobył pojawiają się części garderoby (majtki, gorsety, buciki)  w tym  kolorze.  W scenie balu Giovanni rozpościera za sobą ogromny tęczowy tren-ogon i w tej pawiej formie uwodzi Zerlinę. Kolor, światło tworzą przede wszystkim scenografię tego spektaklu. Śpiewacy w strojach zaprojektowanych przez Arkadiusa,  byli dla mnie w pierwszej części bardziej marionetkami a la teatr buffo niż postaciami z krwi i kości. Oprócz amarantowego Don Giovanniego mamy szafirową Donnę Elvirę, srebrnego Leporella, zieloną parę: Donna Anna i Don Ottavio i  parę żółtą : Zerlinę i Masetto.
Ciekawa jest także choreografia - na zdjęciu widzimy tańczące cyprysy, które są sprzymierzeńcami Don Giovanniego kryjącego się przed Masetto.





"Don Giovanni" to w Teatrze Wielkim może przede wszystkim opera o śmierci. Pojawia się ona w warszawskim przedstawieniu  po pierwsze jako mała baletnica w bieli. W tej postaci jest piękna, czysta i w ten sposób pociągająca dla głównego bohatera. Ale śmierć w tej inscenizacji jest też przerażająco brzydka. Komandor nie jest tu wyniosłą, kamiennym posągiem lecz pół nagim trupem. Ten trup "przypomina się" kilka razy pokazując się w przezroczystym grobie, by w końcowych scenach, jak widzimy na zdjęciu poniżej, nawoływać Don Giovanniego do poprawy. Towarzyszą mu inne trupy wijące się jak larwy - to one wciągają Don Giovanniego do czeluści grobu. Poruszające i przerażające memento.

Komandor, Don Giovanni, zmarli.


Mariusz Kwicień był doskonałym Don Giovannim zarówno wokalnie, jak i aktorsko. Lubię jego głos - mahoniowy baryton, którym świetnie potrafił sprostać temu, co dla tej postaci napisał genialny Mozart. Jego głos bardzo dobrze brzmiał w sali Teatru Wielkiego. Był najlepszym aktorem na scenie - publiczność reagowała entuzjastycznie, ale podobało mi się to, że nie dał się temu skusić i jego gra była elegancka, skupiona, "niegwiazdorska" (czytaj: niezmanierowana).
  Odkryciem stała się dla mnie Anna Bernacka w roli Donny Elviry. Nigdy jej dotąd nie słyszałam. Piękny, mocny, moim zdaniem bardzo dobry technicznie głos i świetna wyrazista rola. Na pewno ją zapamiętam i będę śledziła, co robi. Chciałabym ją jeszcze usłyszeć.
Krzysztof Szumański śpiewał z sercem swoją partię i zdecydowanie ujął mnie jako Leporello. Ciepły, mocny, miły dla mojego ucha baryton.
Remigiusz Łukomski w finałowej scenie potrafił poruszyć swoim wykonaniem partii Komandora.

Pozostali wykonawcy trochę mniej zachwycali - Pavlo Tolstoy, którego słyszałam w Bydgoszczy jako Rodolfo nie ma jeszcze dużego doświadczenia i był mało wyrazisty w roli Don Ottavia. Joanna Woś momentami brzmiała bardzo matowo. Micaela Oeste (Zerlina) była urocza i zabawna ale podobnie jak Dariusza Macheja (Masetto) chwilami prawie nie było jej słychać.

Tutaj można posłuchać wywiadu Mariusza Kwietnia w Polskim Radiu: http://www.polskieradio.pl/8/198/Artykul/487015,Mariusz-Kwiecien-Don-Giovanni-idealny

niedziela, 16 października 2011

Manru - 16.10.2011 Opera Nova Bydgoszcz

www.pomorska.pl
Manru

opera w trzech aktach
muzyka: Ignacy Jan Paderewski
libretto: Alfred Nossig wg „Chaty za wsią” J. I. Kraszewskiego, nowy polski tekst libretta -  Roman Kołakowski
kierownictwo muzyczne  -  Maciej Figas
reżyseria  -   Laco Adamik                            
scenografia  -  Milan David (Czechy)
choreografia  -  Janina Niesobska                          
przygotowanie chóru -  Henryk Wierzchoń
Manru -Janusz Ratajczak
Urok - Wojciech Dyngosz.
Ulana - Małgorzata Grela
Aza -  Monika Śledzion
Jadwiga -?

O czym jest "Manru"

AKT I

Dziewczęta przygotowują dożynki. Jadwiga żali się na zły los i hańbę, jaką przyniosła jej córka, Ulana, poślubiając Cygana Manru, który z kolei dla niej wyrzekł się swobodnego cygańskiego życia. Wiejski znachor - włóczęga Urok, sam skrycie zakochany w Ulanie, namawia Jadwigę, aby pojednała się z córką. Również Ulana przybywa prosić matkę o przebaczenie i pomoc, gdyż oboje wraz z dzieckiem żyją w wielkiej biedzie. Jadwiga jest jednak nieubłagana: zgadza się przebaczyć córce i przyjąć ją na powrót do swego domu, jeżeli wyrzeknie się Cygana. Ulana odmawia, i gdy w chacie pojawia się Manru szukający swej żony, odchodzi z nim razem, nie zważając na groźne przekleństwa matki ani na chłopów próbujących odbić ją Cyganowi. Dochodzi do sprzeczki; Jadwiga przekleństwem zatrzymuje rozwścieczony tłum. Świat cygański i świat chłopski nigdy nie zdołają się połączyć.
AKT II

Manru żyje wraz z żoną i dzieckiem w samotnej chacie stojącej na uboczu za wsią, gdzie prowadzi swój warsztat. Dla Ulany porzucił swoich towarzyszy oraz tak drogie każdemu Cyganowi wędrowne życie. Dręczy go jednak tęsknota za cygańskim życiem, wabi melodia grana na skrzypcach przez starego Jaga, który namawia Manru do porzucenia Ulany i powrotu do bandy; kuszą wdzięki pięknej Cyganki Azy. Jest chmurny i zamyślony. Ulana, czując, że serce Manru odwraca się od niej, błaga Uroka o czarodziejski napój miłosny. I istotnie, gdy Manru wypija podany mu przez Ulanę trunek, namiętna miłość do niej znów ogarnia jego serce i zmysły.

AKT III

Manru po długiej walce wewnętrznej uległ w końcu namowom Jaga i urokowi Azy. Porzuca swą chatę i przystaje z powrotem do bandy Cyganów, zwłaszcza że ci ofiarowują mu godność wodza, usuwając przewodzącego im dotąd Oroza. Na czele bandy wyrusza Manru w świat. Ulana daremnie szuka swego męża, a dowiedziawszy się od Uroka, że Manru porzucił ją dla Azy, zrozpaczona topi się w jeziorze. Urok, szukając zemsty namawia do intrygi Oroza, a ten morduje Manru….
(Streszczenie libretta: http://www.opera-slaska.pl)

Muzyka

Ignacy Jan Paderewski, źródło: http://upload.wikimedia.org

Na tę operę do Bydgoszczy warto się wybrać może nie dla śpiewu (z solistami znowu kłopot), ale przede wszystkim ze względu na muzykę Ignacego Paderewskiego w wykonaniu orkiestry pod dyrekcją Macieja Figasa, dla bardzo dobrych partii chóralnych i dla doskonałej  gry skrzypka Andrzeja Stańczyka.



W drugim i trzecim akcie słychać rzadko chyba występujące w operze cymbały. W Bydgoszczy świetnie grał na nich Orlin Bebenow.

poniedziałek, 10 października 2011

Nabucco - 9.10.2011 Opera Nova w Bydgoszczy

A jednak pojechałam. Mimo bolącej głowy i stanu, który najlepiej oddaje określenie: "Czuję się niewyraźnie". Ale pomyślałam sobie, że grają "Nabucco" bardzo rzadko i nie wiadomo, kiedy znowu będę miała je okazję zobaczyć.

Inscenizacja bardzo mi się podobała, chóry i orkiestra wykonały bardzo dobrze swoją pracę i gdyby ta opera nie miała partii solowych byłoby to doskonałe przedstawienie. Właściwie w "Nabucco" sceny zbiorowe odgrywają tak znaczną rolę, że wcale nie żałowałabym, gdyby tego wieczoru były tylko one, bez partii solowych. Oczywiście byłabym niesprawiedliwa, gdybym powiedziała, że zupełnie nic i nikt ze śpiewaków mi się nie podobał - były i tu dobre chwile i o tym też powiem.
Ale po kolei.
Najpierw o wykonawcach:
Chór i Orkiestra Opery Nova pod dyrekcją Macieja Figasa
Inscenizacja i reżyseria: Ryszard Peryt
Scenografia: Andrzej Sadowski

Nabucco: Rafał Songan
Fenena: Dorota Sobczak
Ismaele: Janusz Ratajczak
Zaccaria Jacek Greszta
Abigaile: Gabriela Orłowska de Silva
Arcykapłan Baala: Łukasz Goliński
Abdallo: Marcin Naruszewicz
Anna: Krystyna Nowak

Akcja opery oparta jest na wydarzeniach biblijnych i rozgrywa się w Jerozolimie w 587 roku przed Chrystusem.

Część pierwsza - w Jerozolimie
Przerażeni nadciągającą armią Nabuchodonozora Hebrajczycy chronią się do świątyni Salomona.


Żródło: http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/j/j/Nabucco_Bydgoszczy

Kapłan Zachariasz stara się uspokoić lud wierząc, że Bóg nie opuści go. Głos Jacka Greszty w roli Zachariasza był niezbyt silny, czasami dźwięk nie był równy, sprawiał wrażenie zmęczonego.
Pod opieką Zachariasza znajduje się ukochana córka Nabuchodonozora Fenena, która kocha z wzajemnością Ismaela należącego do rodziny króla Jerozolimy.  Zarówno Dorota Sobczak w roli Feneny, jak i Janusz Ratajczak jako Ismael wykonali swoje partie poprawnie, ale specjalnie mnie nie poruszyli.
Fenena może stać się zakładniczką pokoju.



Źródło: http://img.interia.pl

Do świątyni wkracza Nabuchodonozor, który zdobył Jerozolimę. To co napisałam o wykoniu Jacka Greszty, mogę powtórzyć o  Rafale Songanie w roli Nabucca (ponadto dykcja nie jest najlepsza).

Zachariasz grozi śmiercią Fenanie, ale Ismael wytrąca mu miecz z ręki. Dziewczyna chroni się u ojca.
 

Los Hebrajczyków jest przesądzony, trafiają do niewoli babilońskiej.



Źródło: http://www.pomorska.pl

Część druga - w Babilonie w pałacu Nabuchodonozora
Abigail przyrodnia siostra Feneny skrycie kocha Ismaela.Dowiaduje się, że jest córką z nieprawego łoża i postanawia pozbyć się siostry i ojca. Wraz z kapłanem Baala rozpuszcza pogłoskę, ze Nabuchodonozor poległ na wojnie.
Abigail jest znaczącą i wymagającą rolą w "Nabucco" i jej obasada dla sukcesu przedstawienia  jest  bardzo istotna - tutaj zawiodła. Gabriela Orłowska de Silva momentami nie śpiewała, a wykonywała melorecytacje. Po prostu artystce "nie starczało głosu".  Takie śpiewanie może odstraszyć ludzi od chodzenia do opery!

Zachariasz wzięty do niewoli zanosi modły do Boga o wybawienie narodu z niewoli. Ta scena i aria "Tu sul labbro de'veggenti .. moim zdaniem udała sie Jackowi Greszcie najlepiej.
Do jego komnaty przybywają jego siostra Anna, Ismael i Fenana, która przyjęła wiarę Hebrajczyków.
Z wojny przybywa Nabuchodonozor, który jest wściekły, gdy dowiaduje się o spisku Abigail. Zaślepiony gniewem żąda, by oddano  mu boski hołd. Zachariasz i Fenena odmawiają. Zdarza się pierwszy cud - piorun z nieba trafia Nabuchodonozora i rani go. Król traci rozum. Upadłą z jego głowy koronę podnosi Abigail i ona obejmuje rządy w Asyrii.

Część trzecia - w Babilonie
Abigail więzi swojego ojca - upokorzony król błaga o łaskę, lecz spotyka się z okrutną odmową.

Nad Eufratem Żydzi rozpamiętują swój los zanosząc prośby do Boga.Va pensiero, sull'ali dorate było dla mnie najpiękniejszym momentem wieczoru - niesamowicie śpiewał ją chór Opery BYdgoskiej.



Część czwarta - w Babilonie
Nabuchodonozor widzi z okna więzienia swoją córkę Fenenę prowadzoną  na smierć.  W rozpaczy zwraca się od Boga Hebrajczyków o pomoc. Aria Son pur queste mie membra!...Dio degli Ebrei, perdono? Dio di Giuda podobała mi się najbardziej z wszystkiego, co śpiewał  Rafała Songan i ta scena była przez niego bardzo dobrze zagrana.

Król odzyskuje przytomność. Uwalniają go jego wierni żołnierze i  rusza na ratunek córce.

Abigail wraz z tłumem babilończyków oczekuje na egzekucję Feneny. Gdy na plac wkracza Nabuchodonozor posąg Baala rozpada się z hukiem i rani Abigail. Przed śmiercią zwraca się ona o wybaczenie do ojca, siostry i Ismaela, a także do Boga Hebrajczyków.



Źródło: http://img.bydgoszcz24.pl
Nabuchodonozor zwraca jeńcom wolność, pozwala wrócić do ojczyzny, obiecuje odbudowę świątyni Salomona.


W  małej roli Anny, siostry Zachariasza, bardzo spodobała mi się Krystyna Nowak - śliczny, dźwięczny sopran, energia (widać, że dziewczyna ma ochotę śpiewać i grać na scenie). Chętnie zobaczyłabym ją w jakiejś większej roli.

sobota, 2 lipca 2011

Simon Boccanegra - 2.07.2011 English National Opera

Photo: http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/01916/Simon-Boccanegra_1916836c.jpg

Simon Boccanegra: Bruno Caproni; Amelia Boccanegra: Maisie Turpie; Jacopo Fiesco: Brindley Sherratt; Gabriele Adorno: Peter Auty; Paolo Albiani: Roland Wood; Pietro: Mark Richardson; A captain: David Newman; Amelia’s maid: Judith Douglas. Conductor: Edward Gardner. Director: Dmitri Tcherniakov. Set Designer: Dmitri Tcherniakov. Lighting Designer: Gleb Filshtinsky 
Kiedy ma się tylko kilka dni w Londynie i pełni się odpowiedzialną funkcję cicerone dla rodziny:-), która pierwszy raz odwiedza to miasto, trudno jest zobaczyć wszystko, co by się chciało. Miałam dylemat co wybrać: "Toskę" w ROH (mogę nie zdążyć, jeśli samolot się spóźni), "Simona Boccanegrę" w ENO  (recenzje nie byly entuzjastyczne) lub "Wesele Figara" w Holland Park (nie można kupić biletów on -line). Zdecydowałam się na "Szymona Boccanegrę" głównie ze względu na Dmitrija Czerniakowa, którego "Oniegin" z Mariuszem Kwietniem bardzo mi się podobał. Pomyślałam, ze przeżyję nawet najdziwniejszą inscenizację, byle bym mogła  posłuchać pięknej muzyki a chwalono Edwarda Gardnera. Tutaj mówi na temat przedstawienia   www.youtube.com/watch I rzeczywiście on był dla mnie głównym bohaterem  wieczoru (!!!!). Ponadto podobał mi się chór, który można uznać także za "osobę" tego przedstawienia, przekonała mnie przemyślana wizja plastyczna autorstwa Dmitrija Czernakowa i wreszcie bardzo przekonał do siebie Brindley Sherratt (bas) poruszający w roli Jacopo Fiesco, z pieknym mocnym, czystym, głosem.      Bruno Caproni w roli tytułowej dopiero w ostatnim akcie, szczególnie w duecie z  Brindleyem Sherrattem, zabrzmiał dobrze. Podobnie jak  w głosie Rolanda Wooda u  Caproniego słyszało się coś, co po angielsku określa się jako "wobling" -  musiał mocno natężać głos, co nie dodawało śpiewowi urody. Pozostali odtwórcy głównych śpiewali dobrze, choć nie zapadli w serce. Może to trochę "wina" Czerniakowa, bo akcent przedstawienia jest położony na relacje pomiędzy  Jacopo Fiesco a Simonem Boccanegrą . Prawdziwie  rysuje się ich konflikt - śmierć córki i ukochanej niestety ich nie połączyła i jest zadrą w sercu ich obu. Nie udało mi się niestety uwierzyć w uczucie między Amelią (Maisie Turpie) i Gabrielem (Peter Auty). Amelia w tej inscenizacji jest zranionym utratą rodziców dzieckiem, które w ostatniej scenie opery  reaguje histerią na śmierć odnalezionego niedawno ojca. Kiedy ją poznajemy ubrana w czarną sukienkę i martensy siedzi na fotelu, kiwa się zbolała jak dziewczynka z chorobą sierocą i śpiewa o swojej tęsknocie do mamy i ojca. Gabriel, jej narzeczony,  chodzi  w motocyklowych skórach. Pewnie można z jego stroju poznać, ze należy do jakiejś grupy młodzieżowej, ale ja tych znaków nie odczytuję i dla mnie wygląda po prostu jak facet (trochę z brzuszkiem, co nie dodaje mu powagi), który nie rozebrał się -nie wiem dlaczego- po jeździe na motorze. I oj chyba nie lubi specjalnie tenorów Dmitri Czerniakow. W jego "Onieginie" Leńskiego nikt nie szanował i nie słuchał, kilka razy był nawet uderzony; w Simonie Boccanegra także tenor nie jest mocną postacią, Amelia okłada pięściami swojego nowo poślubionego męża, kiedy ten stara się ją uspokoić po stracie ojca. Słyszałam kilka komentarzy publiczności - byli takim zakończeniem trochę zniesmaczeni. Każda część "Simona Boccanegry" w reżyserii Dmitrija Czerniakowa kończy się właściwie skandalem - w Prologu na przykład ciało zmarłej Marii jest wydzierane sobie przez różne postaci na scenie, upada nawet, jest ciągnięte po podłodze. Myślałam sobie oglądając to przedstawienie, że jego klimat emocjonalny przypomina mi coś, co już gdzieś oglądałam lub czytałam. Chyba najbardziej nasuwają mi się skojarzenia z "Idiotą" Dostojewskiego, gdzie też zdarzały się tego typu wybuchy, zachowania, które wychodziły z norm, były histeryczne. Czerniakow stosuje też "chwyty" znane z wcześniejszych realizacji, ale tutaj nie do końca je rozumiem. Znowu pojawia się na głowie jednego z bohaterów czapeczka pajaca - w Onieginie miał ją na głowie Leński, tutaj umierając robi ją sobie z gazety i wkłada Simon. Nie wiem dlaczego. Niezbyt "sympatycznie" wyreżyserowane przedstawienie, ale zapada w pamięć. Bardzo się cieszę, że mogłam je zobaczyć. Rodzina stwierdziła, że po [powrocie wyglądałam na bardzo zadowoloną i tak faktycznie było - Dmitri Czerniakow nie dostał za tę realizację wielu dobrych recenzji, wobec tego, mój pozytywny głos pewnie by go ucieszył (z drugiej strony może wcale nie chodziło mu o zadowolenie publiczności... niewątpliwym zabiegiem, by oglądało się nam wygodniej były jednak wyświetlane objaśnienia akcji przed każdym aktem; no i opera była śpiewana po angielsku nie po włosku - szok!)
***
W Coliseum byłam pierwszy raz. Przypomina w środku wysoką rotundę. Na moim miejscu na balkonie trochę z początku kręciło mi się w głowie. Podobnie jak w ROH sprzedawano lody:-). Po sobotnim przedstawieniu ok. 22.30 wyszłam na ulicę, która kipiała życiem. Ludzie dopiero wychodzili tłumnie z metra przy Leicestere Square i szli się bawić.
        
ENO (Coliseum) wygląda w środku tradycyjnie                                       
Jak widać opera ma swoje firmowe lody:-)

poniedziałek, 2 maja 2011

La Boheme - 1.05.2011 Opera Nova

Byłam, widziałam, podobało mi się. W rolach głównych bohaterów Mimi i Rodolfo wystąpili bardzo młodzi ukrainscy artyści: Victoria Vatutina i Pavlo Tolstoy. Głosy bardzo piękne, świeże - na scenie jednak trochę jeszcze nieśmiali. (Twarzy Rodolfo nie było widać zza imponującej grzywki, którą sobie ciągle poprawiał.) Świetny był Łukasz Goliński w roli Marcello i doskonała, wyrazista Ewa Olszewska  w roli Musetty. Scenografia nie przytłaczała nadmiarem niepotrzebnych elementów, dlatego można było się skupić na muzyce. Zastanawiam się tylko dlaczego w skromnym pokoju ubogich artystów pojawiła się w ostatniej scenie wyrafinowana, "rokokowa" kozetka ...

Photo: Opera Nova