piątek, 20 listopada 2015

Straszny dwór - TWON - transmisja 19.11.2015

Kupiłam "Straszny dwór" Davida Pountneya. No może prawie w całości kupiłam - zareklamowałbym i oddała do wymiany reżyserowi finałowe sceny -  kabaretowy mazur w kibicowsko - folkowo - rokokowych strojach nie przypadł mi do gustu, wycięłabym też całą sekwencję kłótni o dzika, bo niewiele wnosi do przedstawienia.
Oglądałam kilka przygotowywanych przez Pountneya spektakli, w tym między innymi "Simpliciusa" sfilmowanego w Zurichu, czy wystawiony tam "Bal maskowy" i wiem, że lubi bawić się w teatr w teatrze. Postacie są często traktowane przez niego jak kukiełki, nie mają pogłębionej psychologii. Uwielbia groteskowe wyolbrzymienia i przejaskrawienia. Ten "Straszny dwór" też był grą z konwencjami, mnóstwo znaleźć można  w nim odwołań do sztuki malarskiej. Szczególnie podobały mi się żywe obrazy nawiązujące do Francois Bouchera i Joseph-Marie Viena. 
Moim zdaniem niekoniecznie należy uwspółcześniać Moniuszkę, ale tak już wiele było "Strasznych dworów" w kontuszach, że raz na jakiś czas warto pobawić się formą i spróbować poeksperymentować w inscenizacjach. Wybaczcie kochani wielbiciele kompozytora, ale nie uważam tego utworu za arcydzieło i nie traktuję go w związku z tym być może ze szczególną atencją (arcydzieła chyba wystawiać prościej). Śliczne są za to poszczególne arie a scenografia Leslie Traversa dała im bardzo dobrą oprawę.

Spektakl w całości można zobaczyć na dwóch platformach - zapisy różnią się jakością dźwięku i obrazu (może to jednak kwestia mojego sprzętu).

Ciekawe dla mnie było rozpoczęcie przedstawienia od pokazania "Bitwy warszawskiej" Kossaka. Na pierwszym planie, po lewej stronie, znajduje się tam kobieta z karabinem. Hanna śpiewając swoją arię Do grobu trwać w bezżennym stanie!... Któraż to która, tej ziemi córa też trzyma taką broń.


Pountney zrobił spektakl o bojowych, pięknych, bystrych Polkach i nieco naiwnych, lecz o dobrym sercu, przedstawicielach trochę brzydszej części mieszkańców dorzecza Wisły, którym wbrew postanowieniu nie udaje się pozostać singlami. 
We mnie też czasami wstępuje duch waleczny i dlatego wyzwałabym na pałasze albo na pistolety każdego, kto twierdzi, że "młodzież" źle tu śpiewa. Bardzo dobrze słuchało mi się Jadwigi, Hanny, Zbigniewa i Stefana - piękne głosy, dużo serca i artyzmu włożyli w swoje kluczowe arie.
 
 "Starsi" - Miecznik i Skołuba - pokazali klasę.
No i możemy cieszyć się z naprawdę wspaniałej Cześnikowej! Kradnie ta niewiasta show.

 O Macieja i Damazego kruszyć kopii nie będę ...


Na marginesie - tak by mi się marzyło czytać dobre, pogłębione recenzje krytyków muzycznych. A w ich tekstach zamiast analiz marudzenie, za przeproszeniem o "pierdołach", upust frustracji politycznych itp. Jak się narzeka na jakość wykonania, jakość kształcenia w szkołach, samemu też trzeba wziąć się do roboty i o jakość swojej pracy dbać a nie komentować cudzą w stylu: "coś tam było nie tak, ale nie wiem co". Ja bym się chciała dowiedzieć od fachowca konkretnie co, a tym bardziej byłoby to z korzyścią dla wykonawców.

Edyta Piasecka - Hanna
Elzbieta Wróblewska - Jadwiga
Tadeusz Szlenkier - Stefan
Rafal Siwek - Zbigniew
Adam Kruszewski - Miecznik
Ryszard Minkiewicz - Damazy
Aleksander Teliga - Skołuba
Anna Borucka - Cześnikowa
Zbigniew Macias - Maciej
Wanda Franek - Staruszka
Joanna Motulewicz - Marta
Damian Wilma - Grześ
Dyrygent: Andriy Yurkevych
Kostiumy: Marie-Jeanne Lecca
Choreografia: Emil Wesolowski
Scenografia: Leslie Travers
Lighting: Fabrice Kebour
Reżyseria: David Pountney

4 komentarze:

  1. A mnie się właśnie ten rewiowy mazur podobał. Żaden polski reżyser by na to nie wpadł. Mimo to widać duży szacunek Pountneya do naszych tradycji. Nie odrzuca ich i nie lekceważy - bardzo to miłe. I - że zacytuję Witkacego - "niech umilkną szczekacze!", w spektaklu tym wcale nie brak elementów narodowych.
    Choć różnimy się w podejściu do mazura, to jednak łączy nas Cześnikowa!

    Ukłony,
    Zgrzebny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie rozumiem tej krytyki, bo nawiązań do tradycji jest przecież bardzo dużo.
      Cześnikowa to odkrycie dla mnie. Perełka! Będę polowała na spektakle z jej udziałem.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. I jeśli można - niech Pani nie skreśla tak do końca kłótni o dzika. ;) To jeden z lepszych muzycznie momentów tej partytury. Mało mamy tak mistrzowskich ansambli i to jeszcze w rodzimej literaturze operowej. :)

    OdpowiedzUsuń